FESTIWAL MUZYKÓW ROCKOWYCHJAROCIN 84 | |||
WIELKIE GRANIE![]() Jarocin 84. Fot. M. Rutkowski Punki, rastafarianie, garść hippisujących nastolatków. Zjechali do Jarocina przedstawiciele niemal wszystkich ruchów młodzieżowej subkultury. Wiadomo — Festiwal Muzyków Rockowych, wielkie granie, spotkanie z kumplami z całej Polski znanymi z podobnych imprez, których w kraju niemało. Zabrakło chyba tylko poppersów. I dobrze, bo nie trzeba było, jak w roku ubiegłym, konstruować pod estradą bariery oddzielającej nie darzących się najmniejszą sympatią ugrupowań. Tradycje i odmiennośćJarocin przyciąga. Przede wszystkim był pierwszy. Ma tradycje. Jak na nasze warunki ogromne, bo sięgające 1980 r., kiedy to w czerwcu odbył się I Ogólnopolski Przegląd Muzyki Młodej Generacji. A gdyby liczyć organizowane tu i mające lokalny charakter Wielkopolskie Rytmy Młodych, to musielibyśmy cofnąć się aż do roku 1969. Jakże młode, nawet w porównaniu z OPMMG, jest łódzkie „Rockowisko”, poznańska „Rock Arena”, czy wrocławski „Rock na Wyspie”. Młode i inne. Festiwal Muzyków Rockowych, by pozostać przy obowiązującej dziś nomenklaturze, to nie spęd najpopularniejszych zespołów, jak większość znaczących imprez. To przede wszystkim przegląd amatorskich grup usiłujących dopiero przebić się na krajowy rynek. To impreza o charakterze głównie promocyjnym, choć zawsze okraszona występami znanych i uznanych wykonawców. Nawet w tym roku ich nie zabrakło. Mimo iż organizatorzy trochę kokieteryjnie propagowali imprezę jako pozbawioną gwiazd. Festiwal Muzyków Rockowych jest inny od reszty festiwali muzyki młodzieżowej także dlatego, że tutaj cała publika przebywa razem nie tylko w czasie koncertów, ale także poza nimi. W Poznaniu czy Łodzi młodzież rozpierzcha się po całym mieście. Koczuje na dworcach, w parkach, u znajomych. W Jarocinie zgrupowana jest w miasteczku namiotowym, które skupia praktycznie całą publiczność. A zatem tradycje i odmienność jarocińskiej imprezy sprawiają, że prawdziwy fan rocka nie może jej nie zaliczyć. No i w końcu rzecz dzieje się podczas wakacji. Okres pełnego luzu. Między polem a estradąPrzybyło kilkanaście tysięcy młodych ludzi. Trudno powiedzieć precyzyjnie ilu. Wiadomo, że sprzedano 11 tys. kart wstępu po 300 zł sztuka. Wiadomo, że na polu namiotowym zameldowano ok. 10 tys. osób po 300 zł od łebka. Wiadomo też, że dalsze ok. 2 tys. rozbiło namioty w ogródkach domków jednorodzinnych bądź wręcz gdzieś na dziko. W sumie należy sądzić, iż w Jarocinie pojawiło się ok. 14–15 tys. młodzieży czyli o parę tysięcy mniej niż w roku ubiegłym. No, ale wtedy Festiwal trwał cały tydzień. Po drugie zaś spadek publiczności jest szerszym zjawiskiem i dotyczy większości rockowych imprez. Może przesyt? Może niewiele dzieje się w tej muzyce nowego? — Przyjechałem tu po raz drugi. Nie sam. Z całą załogą. Razem jest w porządku. Są ludzie z innych miast. No i muzyka. Tylko naszej grają mało. Wolą ten pieprzony heavy metal — oto exposé „Szczura” — 17-letniego punka ze Śląska, który zakończył swą wypowiedź ni to prośbą ni żądaniem: Daj dwadzieścia! Na estradzie„Szczur” przesadził. Punkowej muzyki było w tym roku sporo. Wypełniła całą połowę jednego dnia. 5 godzin grania i rytualnej zabawy zgromadzonej pod estradą ekipy punków. „Zadyma” w ich wykonaniu należała bez wątpienia do najbardziej malowniczych elementów całego Festiwalu, co cieszyło zwłaszcza fotoreporterów. Żeby tak jeszcze ten ruch miał rzeczywiste podłoże intelektualne i coś do powiedzenia młodzieży! Nie obyło się też bez drobnych incydentów, ale nie zakłóciły one specjalnie przebiegu koncertów. — Panowie strażacy — apelował z estrady lider grupy „Dezerter”. Skandal — skropcie miejsce pod sceną. Ludzie duszą się od kurzu. Ta prośba nie spotkała się ze zrozumieniem organizatorów, którzy argumentowali, że jakakolwiek woda grozi awarią kabla wysokiego napięcia zasilającego ustawioną na scenie 13-kilowatową aparaturę i porażeniem publiczności. Nieporozumienie między estradą a konsoletą udało się szybko załagodzić. Innych już nie było. Blok muzyki punkowej należał do najciekawszych nie tylko ze względu na wspomnianą malowniczość. Był też całkiem niezły muzycznie. Zresztą cały tegoroczny Festiwal stał na wyższym poziomie od poprzednich. Być może jest to zasługa ilości grup, które zgłosiły się do udziału w imprezie. — Nadesłano 254 kasety — mówił na konferencji prasowej asystent reżysera, Piotr Nagłowski. — Po ich przesłuchaniu wybrano 31 zespołów. Ponadto bezpośrednio do Jarocina zgłosiło się 107 dalszych grup, z których do konkursu zakwalifikowano 18. ![]() Jarocin 84. Fot. M. Rutkowski Wybrano zatem spośród 361 kandydatów. Dla porównania rok 1982 przyniósł 164 zgłoszenia, a rok ubiegły 305. Czyżby zgodnie z marksowską formułą ilość przeszła w jakość? Swoją drogą zadziwiające, jak szeroką falą rozlała się po Polsce muzyka młodzieżowa. Nie ma chyba miasteczka, w którym nie grałaby jakaś kapela. Przesłuchanie tego wszystkiego wymagało nie lada zdrowia. Szkoda, że nie wiemy komu pogratulować i pozazdrościć owej kondycji. Pytania o skład osobowy jury kwalifikującego grupy do konkursu pozostawały bowiem bez odpowiedzi. Za to jury, które wyłoniło laureatów Festiwalu jest znane. To oczywiście, jak zwykle, jarocińska publiczność. Wypełniła ona parę tysięcy kart plebiscytowych oddając swe głosy mniej więcej równorzędnie na 8 zespołów (por. ramka). Te z kolei we własnym gronie (podobno, bo różnie o tym mówiono) podzieliły nagrody: główną, 60 tys. zł przyznaną przez naczelnika miasta i gminy, Czesława Robakowskiego otrzymała najmłodsza grupa czyli PROWOKACJA, a dodatkową, wzmacniacz konstrukcji Adama Labogi, grupa najbiedniejsza czyli SIEKIERA. Ci ostatni, jak napisano w festiwalowym folderze „czterech uroczych bestialców, najbardziej ortodoksyjnych punków jakich znamy — strach przed nimi nie pozwala nam więcej o nich pisać”, spotkali się, sądząc po oklaskach, z największym uznaniem publiki. Laureaci II Festiwalu Muzyków Rockowych Jarocin-84
Co dalej?O muzyce w Jarocinie można by pisać jeszcze bardzo długo. W końcu to ponad 40 godzin grania, podczas którego słychać było wszelkie odmiany rocka, choć rzadko kiedy muzykę płynącą z głośników można było nazwać naprawdę oryginalną. Brak nam jednak miejsca, a pozostaje kwestia nader ważna: co dalej z Jarocinem? Władze miasta i gminy są imprezie życzliwe czemu od wielu lat niejednokrotnie dają wyraz. Festiwal jest także potrzebny młodzieży, czego dowodem ciągle liczna grupa pojawiająca się na festiwalowej widowni. Można także bez obaw o popadnięcie w przesadę stwierdzić, że na Jarocinie korzystają również muzycy. Amatorzy mogą porównać swoje umiejętności z im podobnymi i z bardziej zaawansowanymi wykonawcami. Profesjonaliści zaś zorientować się co jest grane na bezpośrednim zapleczu rockowego rynku. Wszystko wskazywałoby więc na to, że kolejne Festiwale Muzyków Rockowych będą się nadal odbywać. Ale... Tak, jest ale, choć nie bardzo wiadomo jakie. Główny animator imprezy, jej reżyser nie potrafił tego dokładnie wyartykułować. Rzekł tylko, że jest zmęczony i zrezygnuje z dalszego użerania się z organizowaniem Festiwalu. Cóż, jego prawo. Będziemy powracać do tej kwestii w naszym „Magazynku”. PIOTR OLEJNIK | |||
Strona zrobiona przez W_MatNi+W_SiECi |