FESTIWAL MUZYKÓW ROCKOWYCH

JAROCIN 85

 

WSZYSCY POKUTUJEMY

MAŁY REALIZM

Źródło: „Kultura”, s. 16, 1985. Dokładny numer i data wydania nie są widoczne na dostarczonym wycinku. Na dole skanu widnieje podpis odczytany jako „Marek Metz”; nazwisko pozostaje do dalszej weryfikacji.

Tegoroczny Festiwal Muzyków Rockowych w Jarocinie, tym razem pod hasłem „Awangarda i Promocja”, stał się dla bardziej zaawansowanej wiekowo części społeczeństwa południowej Wielkopolski kopalnią wzorów zachowań i sposobów modnego ubierania się. Brak kopalń zaś, osobliwie w Kaliskiem, odczuwany był na tym terenie boleśnie już od dawna. Tymczasem w środę, 14 sierpnia 1985 roku, po dniu wypełnionym w Jarocinie muzyką punk, zdarzyło się w sklepie PSS nr 299, że ekspedientki odśpiewały na przeponę przebój punkowej grupy „Sedes”, mianowicie zwrotkę: „Nic nie możemy zrobić, ciągle patrzą nam na ręce”, a wijąca się kolejka odpowiedziała refrenem: „Wszyscy pokutujemy, za to, że żyjemy!”

Rozśpiewanie społeczeństwa, a więc to, o co cały czas chodzi, powoli staje się faktem namacalnym. Czasopismu „Śpiewamy i tańczymy” należy więc koniecznie od pierwszego potroić nakład. Powinno się — i więcej powiem — trzeba — zwrócić baczną uwagę i położyć szczególny nacisk na dokładną realizację perspektywicznego planu produkcji dud, gęśli i basetli, a także, z drugiej strony, baletek, najlepiej flanelowych, żeby się wolniej ścierały. Należy bowiem wykorzystać do maksimum rozbudzone przez młodych i ambitnych muzyków z całego kraju zainteresowanie niektórymi aspektami kultury ludzkiej i pójść za ciosem.

Ta część Wielkopolan, która nie śpiewa po sklepach spożywczych, wystaje przed bramą stadionu Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Jarocinie, gdzie odbywa się festiwal, i bacznie obserwuje. Obserwując zapamiętuje, a po zapamiętaniu przyswaja. Po przyswojeniu wciela. Do środka obywatele powyżej trzydziestki raczej nie wchodzą, bo przebierańcy mogliby ich zjeść albo i co gorszego. A tak, przed bramą, pod czujną opieką odpowiedzialnych służb, można dokładnie napatrzeć się na, he, he, he chłopów z warkoczami albo z wygolonymi łbami, dziewuchom w samych majtkach i na inne krew w żyłach ścinające eksperymenty obyczajowe młodzieży.

Dotyczy to jednak tylko zdrowo myślących żywiołów wśród jarocinian. Większość ryzykuje zdrowiem, spokojem moralnym i sumą 800 złotych (tyle kosztuje karnet na 5 dni) i — strach powiedzieć — wchodzi do środka. Skąd się to bierze — nie wiadomo.

Dziennikarzy, show-business i markietanki zakwaterowano w Żerkowie. Jest to urocże miasteczko położone około 15 kilometrów od Jarocina. Znajduje się w nim piękny kościół, dobrze zaopatrzona księgarnia i restauracja „Żerkowianka”, w której niestety — tak jak i w innych miejscowościach położonych w promieniu 30 kilometrów od pięciodniowej jaskini zła, rozpusty i głośnej muzyki — panuje w okresie festiwalu pełna prohibicja. W lokalu zaobserwowano jedną próbę demonstracji, w której wzięły zresztą udział tylko nieliczne wyrostki, mianowicie dyrektor klubu „Hybrydy” i miejscowy rolnik, którzy wziąwszy się pod ręce wykrzykiwali prowokacyjnie przed bufetem: „Do czego to podobne, żeby biały człowiek nie mógł się napić piwa w Żerkowie”. Manifestację stłumiła w zarodku osobiście bufetowa.

Ośrodek szkoleniowo-rekreacyjny ZSMP, zamieszkiwany przez wspomnianych gości festiwalowych oraz młodzież niemiecką zrzeszoną w FDJ, a bawiącą tu na obozach w ramach wymiany bezdewizowej, posiada kilka ogromnych basenów, że daj Boże, takie Nowemu Jorkowi albo Puławom. Nocą mieści się na nich filia Polskiego Związku Naturystów. Prezes Marczak byłby zachwycony postawą swych zwolenników. Pewien kolega z prasy ludowej zdjął nawet okulary, które odnaleziono dopiero po spuszczeniu wody z basenu. Onegdaj rozegrano tam mecz piłki wodnej w brodziku dziecięcym, ale — dla utrudnienia — o wyjątkowo śliskim dnie, na którym to lodowisku wystąpiły przeciwko sobie koedukacyjne reprezentacje Warszawy i Łodzi, przy czym barwy polskiego Manchesteru reprezentowali głównie mieszkańcy Śląska i Ostrołęki. Statystyków informuję, że mecz zakończył się remisem 8:8. Bramki dla Warszawy strzelili dyrektor Tonpressu, basista zespołu Deff, kierowca redaktóra „Słowa Powszechnego”, właściciel wytwórni fonograficznej „Sonus” i jeden pan z Alma-Artu, a dla Łodzi jeden z założycieli grupy „Krzak”, menadżerowie Oddziału Zamkniętego i Rendez-Vous oraz Beata z Bytomia, mimo dokładnego krycia jej na całym polu przez wyznaczonych do tego przez kapitana zawodników.

Po dniu punk i reggae nastąpiły w Jarocinie dni heavy metalu, nowej muzyki i bluesa. Po wysłuchaniu, co do zaproponowania ma nowa muzyka, część słuchaczy stwierdziła — podobnie jak Jacek Woszczerowicz po ujrzeniu po raz pierwszy aktóra Kłosowskiego — że pora umierać. Blues ma się dobrze, natomiast heavy metal jest to rodzaj muzyki oparty na trzech dźwiękach, w odróżnieniu od punka, któremu wystarcza tylko dźwięk jeden. Znacząco dodam, że gama durowa liczy osiem samych tylko pełnych tonów, a sekwencja bluesowa ma, niestety, ale dwanaście taktów. Tyle, co tuzin, kopa natomiast, trzeba powiedzieć, to sześćdziesiąt jednostek.

W Jarocinie największą sensacją był występ Ireneusza Dudka w czterech wcieleniach — jako sesji bluesowej, jako tria skrzypcowego, jako rockandrollowego ansamblu Shakin’ Dudi oraz jako wspaniałego, jazzowego big bandu, którego od rana do wieczora powinny przymusowo słuchać pterodaktyle polskiej odmiany tego gatunku muzyki. Natomiast w Żerkowie oszałamiającym wstrząsem dla miejscowego społeczeństwa stał się przyjazd głównego księgowego jednego z oddziałów Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego za własne pieniądze! Księgowi przyjeżdżają dla przyjemności na festiwale rockowe — to się dobrze skończyć nie mogło. Toteż gdy od rana przed pokojem księgowego jęła tworzyć się kolejka żądnych autografów petentów z Łodzi, urzędnik ów uciekł w popłochu rowerem na Żuławy.

Dzisiaj, to jest w sobotę, 17 sierpnia, oczekujemy wyników festiwalu. Obojętne, jaka będzie decyzja jury (a opierać się ona będzie wyłącznie na wynikach plebiscytu publiczności), wywoła ona na pewno silne sprzeciwy niezadowolonych. Społeczeństwo mamy bowiem podzielone — na zwolenników punka, heavy metalu czy reggae i dojść do porozumienia jest jemu trudno. A pogodzić je może tylko Ireneusz Dudek, które to stwierdzenie na trzy miesiące przed wyborami wydaje mi się aluzją przejrzystą.

  
Strona zrobiona przez W_MatNi+W_SiECi