FESTIWAL MUZYKÓW ROCKOWYCH

JAROCIN 87

MÓJ ŚWIAT 3/87 — FANOM JAROCINA

 
Mój Świat • nr 3/87 • listopad 1987

Numer specjalny: Fanom Jarocina

Okładka Mój Świat 3/87 - Fanom Jarocina
Okładka numeru. Kliknij, aby zobaczyć pełny skan.
O tej wersji: tekst został przepisany ze skanów i uporządkowany jako normalny HTML, żeby był czytelny, kopiowalny i wyszukiwalny. Zachowane są wybrane oryginalne fotografie, typografia i różowe elementy graficzne. Tam, gdzie fotografia nie pozwala na pewny odczyt nazwiska lub słowa, nie zgaduję — pozostawiam oznaczenie niepewności albo odsyłacz do skanu.
„Każdy z nas ma coś do powiedzenia i do zagrania, a rock jest tą specyficzną sztuką, w której nie ma miejsca na fałsz, kłamstwo czy pozoranctwo.

Nawet jeśli przez chwilę uda się naśladować, to bardzo szybko okazuje się, kto z naszej muzyki wziął kilka akordów, rytm czy instrumentarium i ulepił z tego zręczną kukiełkę, a kto jest prawdziwym artystą poszukującym kolejnych wspaniałych środków wyrazu.

Nasza muzyka jest często gorzka, mocna, agresywna, brudna, zmęczona i ponura. Nie pasują do niej wymyślone stroje i słowa o niczym — które się tak łatwo i tak wygodnie śpiewa. Nie zawsze jest też przyjemna, bo mówi dźwiękiem i słowem o tym, co otacza każdego z nas, obojętnie na jakim kontynencie mieszka.

Nigdy nie wygramy — w sztuce zresztą nie o to przecież chodzi — i zawsze część ludzi będzie traktowała naszą muzykę wrogo. Ale też i nigdy nie przegramy, bo zawsze będą artyści, których nie da się kupić za żadne pieniądze, czy też zmusić do porzucenia swojej drogi.

Muzyka części z nas nie zostanie wydana na płytach czy na kasetach i nie trafi do radia ani telewizji. Ale zawsze na koncert nawet „najbardziej obrzydliwej” kapeli przyjdą ci, dla których jest ona wspaniała i gra tak, jak sami by chcieli grać. I z tego nie wolno rezygnować...”
Walter Chełstowski, Jarocin ’85
Walter Chełstowski - fotografia z numeru specjalnego Mój Świat
Ostatnie pogo dla Parasola
Oryginalna plansza „Ostatnie pogo dla Parasola”.
Historia festiwalu

Siedemnaście lat Jarocina

Przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w Polsce to prawdziwy urodzaj na różnego rodzaju festiwale, a przede wszystkim na różnorakie formy muzykowania dla młodzieży. Niewiele z nich zdobyło renomę, nie mówiąc już o tym, że większość nie istnieje i słuch o nich zaginął. Były to przeważnie przeglądy muzyki młodzieżowej, organizowane w różnych miejscowościach lub festiwale regionalne, gdzie grano muzykę będącą naśladownictwem angielskich i amerykańskich rytmów młodych.

Jednym z takich regionalnych przeglądów były Wielkopolskie Rytmy Młodych, zorganizowane po raz pierwszy w 1970 roku przez Środowiskowy Klub Młodzieżowy „Olimp” w Jarocinie. Miała to być konfrontacja artystyczna rodzimych, wielkopolskich zespołów i solistów. Jarocińskim przeglądom muzycznym towarzyszyły imprezy typu: prelekcje, warsztaty muzyczne, spotkania z dziennikarzami. Stopniowo, w ciągu lat siedemdziesiątych, do Jarocina ściągały coraz liczniejsze rzesze młodzieży.

Wielkopolskie Rytmy Młodych nabierały — choć nie zawsze — charakteru imprezy ogólnopolskiej. Zespoły i soliści walczyli o trzy nagrody: Złotego, Srebrnego i Brązowego Kameleona. Imprezy jarocińskie nie miały nic wspólnego z rockiem. Zresztą wówczas mało kto wiedział, co dzieje się w muzyce zachodniej — środki masowego przekazu w naszym kraju propagowały raczej inny rodzaj muzyki. Część młodzieży interesowała się już tzw. Muzyką Młodej Generacji.

Następował powoli rozłam w polskim rocku. Jedni pozostali przy dyskotekach, forsie i bezproblemowym życiu, drudzy zaś zaczęli słuchać i tworzyć nową, oryginalną muzykę, niezrozumiałą dla reszty i odbiegającą też od tego, co tworzyli punkowcy na Zachodzie. Wówczas postanowiono w Jarocinie zwrócić się do profesjonalistów, organizatorów i promotorów Muzyki Młodej Generacji. Czołową postacią jarocińskich imprez stał się Walter Chełstowski, nazywany dziś ojcem polskiego rocka.

Jarocin zaś zmienił się w mekkę tych, którzy wspólnie chcą słuchać swojej muzyki, muzyki do tekstów naszpikowanych rozgoryczeniem i bólem. W 1980 roku zmienił się status jarocińskiej imprezy; do prowincjonalnych do tej pory Wielkopolskich Rytmów Młodych dodano Ogólnopolski Przegląd Muzyki Młodej Generacji.

1980. Pierwszy Ogólnopolski Przegląd Muzyki Młodej Generacji odbył się w dniach 6–8 czerwca. Swój udział zgłosiło 57 zespołów, z których zakwalifikowano 14. Złotego Kameleona zdobył Ogród Wyobraźni z Ełku. Wśród gości wymieniono m.in. Kwadrat, Maanam, Krzak, Turbo, Mech, Kombi, Arbiter Elegantiarum, Porter Band i Kasę Chorych.

1981. W kolejnej edycji wystąpiło 16 grup; zwyciężyła TSA z Opola. Gośćmi byli m.in. Dżem, Kasa Chorych, Perfect oraz laureat z poprzedniego roku — Ogród Wyobraźni.

1982. Zainteresowanie II Przeglądem Muzyki Młodej Generacji przeszło najśmielsze oczekiwania organizatorów. Przyjechało około 10 tysięcy fanów rocka, zgłosiło się ponad sto zespołów, a do występów zakwalifikowano 27 kapel. W fotografii część nazwy zwycięzcy jest zasłonięta różowym nadrukiem — pełny zapis pozostawiono do weryfikacji ze skanu.

1983. „Prawdziwy boom” — jak pisze autor — nastąpił wtedy, gdy Walter Chełstowski uznał, że hasło „Muzyka Młodej Generacji” traci znaczenie. Impreza została nazwana Festiwalem Muzyków Rockowych. Przyjechało ponad 10 tysięcy fanów. W ciągu siedmiu dni, od 8 do 14 sierpnia, powstało „drugie miasteczko”. Zgłosiła się rekordowa liczba 305 kapel, wystąpiły 33 grupy. Publiczność wybrała grupę HAK z Opola.

1984. Festiwal trwał od 1 do 4 sierpnia. Komisja przesłuchała aż 307 grup, z których wybrano 34 zespoły. Wśród wyróżnionych i nagrodzonych znalazły się m.in. Jaguar, Kat, Moskwa, Ostatnie Takie Trio, Piersi, Prowokacja, Rendez-Vous i Siekiera. Jako gości numer wymienia m.in. Aya RL, Daab, Dezerter, Klaus Mitffoch, Osjan, Shakin’ Dudi, Staszka Sojkę, Śmierć Kliniczną, T.Love i TSA.

Festiwal jarociński stał się barwnym, dla wielu egzotycznym widowiskiem, często porównywanym w tekście do amerykańskiego Woodstocku. Autor przypomina również angielski film dokumentalny o Jarocinie oraz film Fala.

1985. W tekście odnotowano m.in. gwałtowny konflikt między zespołem Republika a częścią widowni. Z 436 kaset wybrano 131 kapel, które wystąpiły na dwóch scenach. Publiczność wytypowała dziesięć zespołów: Dzieci Kapitana Klossa, Fatum, Enklawa, Ivo Partizan, Joy Band, Kosmetyki Mrs Pinki, Rokosz, Squier, Test Fobi i Variete. Wśród gości wymieniono m.in. Cytrus, Daab, Aya RL, Marka Bilińskiego, Irka Dudka, Dżem, Izrael, Jaguar, Lecha Janerkę, Kat, Kulturę, Władysława Komendarka, Madame, Made in Poland, Moskwę, Piersi, Siekierę, Tilt, T.Love, Voo Voo i Leszka Windera.

„Zamiast sterować gustami widowni raczej warto byłoby się zastanowić, jakie problemy mają ‘odmieńcy’, przybywający coraz liczniej do Jarocina, o czym rozmawiają, co ich nurtuje. Najlepszą odpowiedzią na to są chyba teksty piosenek wykonywanych na Festiwalu.”
Walter Chełstowski — cytowany w numerze za wywiadem dla „Wprost”, 1986
„Cztery lata temu mówiłem, że polskie teksty rockowe są następnym krokiem w polskiej poezji. Wszyscy wówczas potraktowali mnie jak wariata. Teraz jednak zaczyna się głośno mówić, że jest to rzeczywiście bardzo istotne zjawisko literackie. W tej chwili twierdzę z całą odpowiedzialnością: w polskim rocku jest grupa zespołów, które są w ścisłej światowej czołówce artystycznych poszukiwań.”
Jarocin jest dla mnie - grafika z Mój Świat 3/87
Oryginalny element typograficzny ze stron 6–7.

Dalsza część strony 7 zawiera rozbudowane listy wykonawców i informacje o edycjach 1986–1987. Ze względu na bardzo małą czcionkę oraz różowy nadruk część nazw jest niepewna; pełny skan pozostaje dostępny do porównania.

Wybrane głosy z prasy

Jarocin w prasie 1980–1985

Kolaż prasowy o Jarocinie
Kolaż nagłówków prasowych z oryginalnej strony.

Jarocin — prawie dwudziestotysięczne miasto w województwie kaliskim znane w kraju z przemysłu meblarskiego. Natomiast liczne grono młodych sympatyków tzw. muzyki młodzieżowej zna to miasto z innej strony. Tu bowiem od wielu lat odbywają się Wielkopolskie Rytmy Młodych, organizowane przez Zarząd Miejsko-Gminny ZSMP w Jarocinie i Jarociński Ośrodek Kultury. W tym roku jarocińska impreza doczekała się małego jubileuszu — 10-lecia. Warto przypomnieć, że właśnie tutaj debiutowali m.in. Hanna Banaszak, Małgorzata Bratek, Andrzej Ellmann, zespoły „Kasa Chorych”, „HEAM”, „Schemat”.

„Sztandar Młodych”, marzec 1980

Za sześć dni — w najbliższy piątek, 6 czerwca — zabrzmią w sali Jarocińskiego Ośrodka Kultury pierwsze dźwięki XI Wielkopolskich Rytmów Młodych — pierwszego Ogólnopolskiego Przeglądu Muzyki Młodej Generacji. W pobliżu miejsca koncertów — Ośrodka Kultury oraz amfiteatru — zaplanowano liczne stoiska gastronomiczno-handlowe, a także kiermasz wydawnictw muzycznych i płyt.

„Głos Wielkopolski”, maj 1980

Prawdziwy najazd zwolenników Muzyki Młodej Generacji przeżył Jarocin w ciągu minionych trzech dni. Do miasta przybyło około 3000 dziewcząt i chłopców z całego kraju. Szczególne podobały się publiczności grupy „Paradox” z Kraśnika, „Cytrus” z Gdańska, „Ogród Wyobraźni” z Ełku.

„Gazeta Zachodnia”, czerwiec 1980

Podczas słuchania koncertów w sali Jarocińskiego Ośrodka Kultury i w tamtejszym amfiteatrze pojawiała się refleksja, iż muzykalność naszych nastolatków nie jest taka zła. Gorzej było z wyglądem dziewcząt i chłopców, którzy zjechali na imprezę. Niektórzy o nikłej wrażliwości na piękno stroju czy części garderoby prezentowali się w sposób dziwaczny.

„Gazeta Zachodnia”, czerwiec 1980

Strój obowiązujący dla przybyłych obfituje aktualnie modą i przynależnością pseudoodmian. Wiadomo bowiem, że każdy szanujący się punk musi mieć czarną skórzaną kurtkę, a na ogolonej głowie sterczący pióropusz z włosów, których barwa dodaje mu powagi i autorytetu.

„Express Poznański”, sierpień 1983

Trudno uwierzyć, ale w miasteczku namiotowym, w skupisku trzech tysięcy płóciennych domków nie było burd i prób picia alkoholu, nikt nie wykręcał okradzionych — i najważniejsze — wysoki poziom artystyczny występujących grup muzycznych.

„Gazeta Poznańska”, wrzesień 1982

Zjawisko REZERWATU (czyli festiwalu w Jarocinie — przyp. red.) tkwi w polskich korzeniach, ale jednocześnie ma wymiar uniwersalny. Wszystko można REZERWATOWI zarzucić, ale nie zaściankowość. REZERWAT jest w samym środku tego, o co chodzi młodym ludziom na całym świecie.

Marek Miller, „Radar”, nr 35/1985

Dzisiejsza, druga niejako, fala rocka jest niesłychanie agresywna, pełna tonacji ponurej, depresyjnej i w brzmieniu melodyjnym i w treści utworów.

Urszula Biełous, „Kobieta i Życie”, nr 29/1983
Opinie, cytaty i teksty piosenek

Jak Jarocin widzieli inni

Zygmunt Kałużyński, dziennikarz i krytyk filmowy: „Jarocin? Nie interesuję się tym. Słucham jazzu, muzyka rockowa jest dla mnie niedostępna. A mój stosunek do niej? Uważam, że jest przygnębiająca, potwornie, dołowo uboga. Cały ten rock składa się przecież z czterech nut, a jak jest ich pięć, to muszą być od razu jacyś Beatlesi. Przynosi ona raczej z sobą coś na kształt sympatycznego bicia po głowie pałką: ogłusza, a regularne, monotonne tłuczenie perkusji może wprowadzić człowieka w stan swoistego transu.”

Włodzimierz Sandecki, dyrektor naczelny P.A.A. „Pagart”: „Zacznijmy może od tego, że nigdy nie byłem w Jarocinie. Tak że w ocenie tego zjawiska z konieczności muszę się opierać na legendzie, micie tej imprezy jaki funkcjonuje u nas, w kraju. Zresztą zaczyna ona zataczać coraz szersze kręgi. W Paryżu spotkałem chłopaka polskiego pochodzenia, który z wielkim przejęciem wypytywał mnie o to, czy ma szansę dostać się na jarociński festiwal. Twierdził bowiem, że za wszelką cenę musi na nim być.”

Kazimierz Brusikiewicz: „Gorąco popieram ten festiwal, bo to sami młodzi go zrobili dla siebie, a oni najlepiej wiedzą czego im potrzeba. Bardzo chętnie też odwiedziłbym Jarocin, aby osobiście to przeżyć. Może poczułbym się nieco młodziej.”

Bogusław Turek, dziennikarz agencji UPI: „Niewiele potrafię panu powiedzieć na temat Jarocina. Ani razu nie pisaliśmy na temat tego festiwalu, choć mam pewne pojęcie o nim. Widziałem film o młodzieży, która przyjeżdża na ten festiwal. Na razie nas ta sprawa jednak nie interesuje. Może w tym roku, jeśli zabraknie ciekawych tematów, zajrzymy do Jarocina. Ale to może...”

Krzysztof Kieślowski, reżyser filmowy: „Jarocin? To jest chyba jakiś rockowy festiwal. To wszystko, co o tym wiem.”

Józef Węgrzyn, twórca m.in. „Teleexpressu”: „Nie interesuje mnie muzyka tego festiwalu, ale samo to szokujące zjawisko jakim jest Jarocin. A kiedy coś mnie szokuje staram się temu dokładnie przyjrzeć. Festiwal ten jest miejscem, gdzie z największą siłą przejawiają się pewne cechy obecnego pokolenia młodych wychowanego na kulturze telewizyjnej, muzyce rockowej...”

Fala

Rusza pierwszy oddział ślepych
Karły, kundle dobrze jest
Naprzód ognia, zabić, zgnieść
Dobrze jest, dobrze jest

Fala, fala, fala, fala

Na bok chamy, dziwy, śmiecie
Pierwszy oddział dobrze jest
Dobrze jest, dobrze jest

Fala, fala, fala, fala.
SIEKIERA

Chodź, pójdziemy tam

Lufa w szkole, raban w domu
Nie przeszkadza to nikomu
Żeby na nasz koncert przyjść
Ogłuszonym potem wyjść

Włosy krótko zetnij
W ucho agrafę wepnij
Biegnij szybko póki czas
Nocne szczury mają koncert

Dziś spotkamy się w „Remoncie”
Albo w gdańskim „Rudym Kocie”
Jeśli chcesz to w Wielkim Młynie
Lub gdzieś dalej w Jarocinie

Chodź pójdziemy tam
Poznasz Punków klan
Zabawa będzie git
A po świt
NOCNE SZCZURY

Tytuł nie potrzebny

Jeszcze miliard na zbrojenia
Jeszcze jeden gwóźdź do trumny

Wszystko dobrze obliczone
Homo Sapiens jest rozumny

Jeszcze dzieci płaczą z głodu
Im nie trzeba rakiet miodu
Nie chcą słuchać polityków
Polityków fanatyków
FORT BS

Mózgi

Mózgi gnijące, TV, LSD
Bezsens słów, błędny wzrok
dzikie żądze
Głos zemsty, wielki drab
w krainie snów
Robili coś, wyzwali w was
bajeczny cud
Przegrać, lecz sercem wygrać coś
Przegrać i duszą zadać cios.
FUNDUSZ BEZROBOCIA

Wokoło obojętność

Nienawiść, walka, kicz
I Ty w tym samym świecie żyjesz
I nie chcesz w nim samotnie żyć
Sam dla siebie dzisiaj żyjesz
Bo jesteś sam, samotny dziś

Celu nie ma obcy świat
W krwawej wojnie ginie brat
Walka na śmierć i życie
FORMACJA BRUDNY WIDELEC
Różowa fotografia publiczności z Mój Świat
Fotografia

Miejsce dla ciebie

Miejsce dla ciebie - fotografia z Mój Świat 3/87
Dwustronicowa fotografia pozostawiona jako element graficzny numeru.
Reportaż • Jerzy Kahvak

Partyzanckie rodziny

Ilu ich jest? Kilkaset? Kilka tysięcy? Nikt tego raczej nie policzył, bo i po co to komu. Zawsze jednak można liczyć na to, że znajdzie się kilku takich, którzy nie będą chcieli zgodzić się na osiedlową czy miasteczkową nudę. I założą kapelę rockową. Koniecznie rockową! Bo rock to najlepszy sposób na popołudnia, soboty i niedziele, które ciągną się zwykle jak wysłużona guma do żucia i jak stara guma są zupełnie bez smaku.

Od tej pory wszystko kręcić się będzie wokół jednej osi, którą jest rock, ta ich drogocenna kapela. Najpierw nazwa. Nie może być zwykła, banalna. Musi być niebanalna. Powinna koniecznie oznaczać coś, co jest dla nich wspólne, co ich łączy, a co jednocześnie — jak przeczuwają — może być ważne dla innych. Bowiem muzykę rockową, jeżeli już się zaczyna robić, to nie tylko dla własnej przyjemności. Rockman jest w pewnym stopniu przywódcą duchowym, misjonarzem idei, którą podejmuje się głosić zawsze i wszędzie, której nie wolno zdradzić, zaprzedać, rozmienić na drobne.

Co do nazwy, to niekoniecznie musi być tak, że oznaczać będzie coś konkretnego. Często najdalszy od konkretu zlepek liter, cyfr i liter jest najodpowiedniejszy do zamknięcia w sobie ich idei, ich stosunku do świata, sytuacji, rzeczywistości. Jakiś napis z nalepki od piwa.

W każdym razie od tej chwili zaczynają dziać się rzeczy fenomenalne. Wielogodzinne dyskusje, kłótnie, wspólne słuchanie nagrań tych z topu, uwielbienia, krytyki. Z dnia na dzień przeciętny piętnastolatek staje się poetą i pisze w gorączce pierwsze teksty, doświadczając, czym jest odpowiedzialność za słowo. Co dalej — wiadomo. Sprzęt, instrumenty, jakaś salka na próby. I próby. Im więcej ich, tym bliższy wydaje się cel. Zagrać w Jarocinie. Właśnie w Jarocinie, bo dla prawdziwego rockmana to jest odpowiednie miejsce. A potem się zobaczy.

Wersje następnych zdarzeń mogą być przeróżne. Autor przypomina drogę TSA, rozpoczynającą się od warsztatów muzycznych we wrześniu 1980 roku w Głubczycach. Po dołączeniu drugiego gitarzysty grupa zaczęła opracowywać własny program, który przyniósł jej miejsce w ogólnopolskim przeglądzie. Chłopcy z TSA w 1981 trafili na swoją „złotą żyłę”. Autor wspomina ich powrót do Opola po Jarocinie i radość z powodu czekającej ich trasy koncertowej po Polsce.

Poszukując innej wersji zdarzeń, autor na początku lipca pojechał do Mogilna. Jechał praktycznie „w ciemno”, mając zaledwie adres „Meca” — Mecenasa, czyli według metryki Macieja Adamskiego. W Mogileńskim Ośrodku Kultury nie udało mu się zdobyć żadnych informacji; numer telefonu otrzymał dopiero w Młodzieżowym Domu Kultury, gdzie Ivo Partizan rozwijał się dzięki życzliwości dyrektora Banaszaka. „Mec” nie miał telefonu, więc pozostawała wizyta domowa.

Zagadnięty pod stacją PKP około dwudziestoletni elegant z równo przyciętym wąsikiem, poczernionym henną, po raz pierwszy usłyszał ode mnie o kapeli Ivo Partizan. Podobnie jeszcze jeden trochę młodszy i trzy dziewczyny liżące lody. Dopiero chłopak wyglądający na fana szczęśliwie znał osobiście cały zespół. Zaprowadził autora do Leszka Duszyńskiego, który właśnie robił sobie powtórkę przed czekającym go nazajutrz egzaminem wstępnym na prawo w Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu.

W 1985 roku Leszek nie robił jeszcze żadnych powtórek przed egzaminem. Uczył się mniej lub bardziej pilnie w liceum w Trzemesznie i ćwiczył na gitarze. W Mogilnie najlepszą kapelą był wtedy Bunkier, grający ostrego, pacyfistycznego punk-rocka. Z zespołu wyłonił się później Ivo Partizan: Maciej „Mec” Adamski zaprosił do zespołu Mariusza Twaróga — perkusja, Sławka Rucińskiego — gitara i Leszka Duszyńskiego — bas; sam zajął pozycję wokalisty i lidera grupy. Ćwiczyli w podziemiach MDK.

Od początku „obecny” był z nimi Ivo Lola, partyzant z jugosłowiańskiego ruchu oporu, który zginął w czasie wojny. Dlaczego Jugosłowianin? Przede wszystkim dlatego, że również Słowianin, a Słowianie — według opowieści — mają do spełnienia wielką pokojową misję. Nazwisko Ivo Loli stało się dla nich symbolem wojny, z którą codziennie obcuje się na ekranach, szpaltach gazet i w głośnikach radiowych. Później wielokrotnie wypominano zespołowi tę „partyzanckość”, posądzając ich o pozę i mitotwórstwo.

W ciągu kilku tygodni, wiosną 1985 roku, opracowali około 30 minut muzyki i wysłali kasetę z sześcioma utworami do Jarocina. Na kasecie znalazły się „Walc I” i „Walc II”, które zagrali potem w Jarocinie obok nowych utworów. Zakwalifikowanie się na Festiwal było dla nich zaskoczeniem. Jeszcze większym — wejście Ivo Partizan do „złotej dziesiątki” Jarocina.

Była mowa o trasie koncertowej ze znaną kapelą i o nagraniu singla. Jak to zwykle bywało w polskim show-biznesie, nic z tego nie wyszło. Zespół został jednak zauważony i wzbudził zainteresowanie widowni. Kontrowersje budził tytuł jednego z utworów — „Mengele”. Autor wyjaśnia, że w tym czasie nazwisko to było często obecne w mediach w związku z procesem i stało się symbolem spraw związanych ze słowem „wojna”.

Powrót do Mogilna był przyjemny: rówieśnicy rozpoznawali muzyków na ulicy. Rok później, w 1986, zagrali w Jarocinie już jako goście festiwalu. Autor podkreśla, że przez dwa lata Ivo Partizan zagrał zaledwie trzynaście koncertów — m.in. w warszawskiej „Rivierze”, w „Remoncie”, w „Akancie”, w Bydgoszczy, Toruniu i podczas Święta Młodości w Kaliszu. W Mogilnie mieli w tym okresie tylko jeden koncert.

Ze strony miejscowych działaczy i dyżurnych ruchu miejskiej i wojewódzkiej kultury zespół nie odczuwał większego zainteresowania. Rozgłośnia PR w Bydgoszczy nadawała czasem rzeczy dziwne, ale nie nadawała walców Ivo Partizan ani innej mogileńskiej kapeli, która prowokacyjnie nazywała się Malarze i Żołnierze.

„Mec” kończył Studium Nauczycielskie w Bydgoszczy i miał zostać nauczycielem na wsi; Leszek szykował się do studiów prawniczych; Sławek kończył liceum i zdawał do Wyższej Szkoły Pedagogicznej; Mariusz kończył edukację w zawodówce. Mimo to chcieli ciągnąć dalej całkowicie prywatną inicjatywę pod nazwą Ivo Partizan — o ile będzie to możliwe. Dojrzewał nowy program. Chcieli swoją muzyką wyrwać młodych ludzi z negacji i pobudzić ich do budowania nowej wspólnoty.

Jerzy Kahvak
Partyzanckie rodziny - różowa grafika
Oryginalne różowe elementy graficzne reportażu.
Relacja pierwszoosobowa • fragment

„Parasol” — osiemnastoletnie życie

„Teraz w tej celi to ja widzę całe moje osiemnastoletnie życie. Tak je widzę, jakby leżało na dłoni... Ksywę mam ‘Parasol’, a na imię zwyczajnie, Marek.”

Kiedyś to nawet sporo czytałem. Z pięć lat temu wpadła w moje ręce książka pod tytułem „Terroryzm” — o Czerwonych Brygadach i Szarych Wilkach. Później, u siostry w Gdańsku, przeczytałem książki o obozach koncentracyjnych, m.in. o Oświęcimiu. W 1981 miałem czternaście lat i zapuściłem długie włosy. Zamieszkałem w Lublinie, bo w rodzinnym Kocku nie dało się wytrzymać.

W Lublinie poznałem hipisów i poszedłem do zawodówki budowlanej. Nawet chciałem się uczyć, coś zdobyć. Wytrzymałem dwa lata. Potem wpadłem na ćpaniu i pani dyrektor — „bardzo porządna kobieta” — załatwiła mi poradnię, ale też przepędziła ze szkoły. W tym czasie zobaczyłem pierwszych lubelskich punków. Spotykali się wtedy na giełdzie płyt. Później, gdy giełdę opanowali motorowcy, kibice „Motoru”, trzeba się było wynieść do prywatnych mieszkań. I na takie festiwale, jak ten, jarociński.

„Ja poznałem punków i doszedłem do wniosku, że to po prostu niemożliwe, żeby na zło odpowiadać dobrem, jak to chcieli hipisi, jak ja chciałem. Znów pojechałem do Gdańska, trochę pomyślałem i zgoliłem włosy. Został kogut, pasmo włosów w szpic... Zrozumiałem Sida Viciousa, gitarzystę z Sex Pistols.”

W dalszej części narrator opowiada o sprzecznościach, narkotykach, odwyku, poszukiwaniu wiary i sensu. Mówi, że chciałby „być jak porządny człowiek”, mieć rodzinę i pracować sam na siebie, a jednocześnie nie umie pogodzić się ze światem, który widzi jako obłudny i zafałszowany.

„Jeszcze jeden miliard na zbrojenia, jeszcze jeden gwóźdź do trumny. Wszystko dobrze obliczone, Homo Sapiens jest rozumny. Jeszcze dzieci płaczą z głodu i nie trzeba nam już miodu. Nie chcę słuchać polityków, polityków fanatyków.”

„Moja sprzeczność z samym sobą. Sam poszedłem i zabrałem punkowi skórę. Punk przeciw punkowi z pięściami i czymś ostrzejszym... Ta czarna kurtka ze srebrnymi nitkami miała być dla ‘Irokeza’ z załogi Gdańsk. Bo ja skóry nie noszę programowo. Bo śmieszą mnie te farbowane lisy, te dzieci z porządnych domów ścinające włosy w pociągu do Jarocina albo u fryzjera na rynku. Ta cała szopka mnie śmieszy. To wakacyjne punksowanie, to malowanie włosów plakatówkami i nerwowe czyszczenie w drodze powrotnej. To przesiadanie się we wrześniu w granatowe mundurki...”

„Nie byłem taki. Ja naprawdę czegoś szukałem. Zachwiała się we mnie wiara w Boga jednego i wszechmogącego — bo on niczego nie może. Szukałem innej wiary, lepszej wiary. Najpierw był to ruch hipi, później punk... Punk to jest śmierć, bydło, gnój. Ale punk to także wolność i wyzwolenie od systemów i struktur. Tak śpiewa Dezerter.”

„Musisz być silny ty gnoju pieprzony, musisz być silny i niezwyciężony. Musisz wygrywać zawsze bez wyjątku. Musisz uważać, by być zawsze w porządku. Musisz myśleć, jak życie ułożyć. Musisz umieć dodawać i mnożyć. Musisz być pewny, że wszystko zrobiłeś. Musisz się cieszyć, że nie nawaliłeś...”

Narrator opisuje pogo jako wyrzucanie z siebie zła i agresji, a Jarocin jako miejsce, gdzie człowiek może poczuć się naprawdę wolny. Wspomina też własną małą załogę z Kocka, pobyty w odwykówce w Lublinie i nieudaną próbę zerwania z narkotykami.

Końcowy fragment jest już opowieścią z celi. „Parasol” mówi o lęku, nocnych halucynacjach, poczuciu winy i o rozboju, którego dokonał. Wspomina, że Jarocin miał być jego ostatnim „wyskokiem”, że przyjechał posłuchać Moskwy, spotkać się z ludźmi i pożegnać. Teraz czeka na wyrok i boi się, że z więzienia nie wyjdzie lepszy.

„No i siedzę w celi. Marek M., pseudo ‘Parasol’, dokonał rozboju. Już mnie informowano. Od trzech lat w górę. A stamtąd przecież nikt nie wychodzi lepszym, więc i ja pewnie przegram swoją szansę. Raz na zawsze... Boję się. Szczególnie boję się dzisiejszej nocy.”
Piotr Gabryś
Punkowa publiczność - Mój Świat 3/87
Źródło

Pełne skany numeru

Każdy skan pozostaje dostępny w pełnej rozdzielczości jako materiał źródłowy do porównania z transkrypcją.

Skan 1 Skan 2 Skan 3 Skan 4 Skan 5 Skan 6 Skan 7 Skan 8

[góra]

Transkrypcja archiwalna przygotowana na podstawie fotografii numeru „Mój Świat” 3/87.