FESTIWAL MUZYKÓW ROCKOWYCHJAROCIN 87 |
||||
|
ŚWIAT MŁODYCH ***Materiały przepisane że skanów pisma „Świat Młodych”, 1987. |
Źródło: „Świat Młodych”, 1987. Jarocin po raz pierwszy
|
|
Z ramki redakcyjnej: Mamy 4 festiwalowe znaczki (kółka i „jeżyki”) oraz 2 plakaty w stanie prawie nienaruszonym. Chętnie podzielimy się nimi z tymi z Was, którzy nadeślą ciąg dalszy następujących dwóch zdań: — Chciałem pojechać do Jarocina, ale... Ciąg dalszy nie może być dłuższy niż 1 strona zeszytu, ale musi się zawrzeć w jednym zdaniu! Jeśli zdania będą ciekawe — opublikujemy i wypłacimy honorarium według obowiązującego cennika. (Na kopercie dopiszcie: „Jarocin”, oczywiście pod adresem „Świata Młodych”). |

Adam Halber. Fragment skanu „Świata Młodych”. Kliknij, aby zobaczyć cały skan.
— Jarocin widzę drugi raz. Poprzednio byłem tu w 1980 roku, na I Ogólnopolskim Przeglądzie Muzyki Młodej Generacji. Tamten Jarocin był zupełnie inny. Przede wszystkim mniej było ludzi, mniej „eksponowały się” subkultury młodzieżowe — po prostu wtedy nie było jeszcze tylu przebierańców. Ale to zewnętrzna otoczka. Pod względem muzycznym wygląda to tak, że zespoły przed siedmiu laty szalenie nowatorskie — Kombi, Maanam, Exodus, Krzak — dziś, okazuje się, grają muzykę środka, muzykę pop, zostały w tyle, nie nadążają. Wyjątek stanowi tu może Dżem, ale tak to jest z bluesem, że grając bluesa można mieć, a nawet trzeba mieć te swoje 100 lat, jak Nalepa. Dlatego np. znakomity rzeszowski zespół Sagittarius nie miał w Jarocinie wielkich szans — są za młodzi.
— Jak skomentujesz wyniki konkursu? Czy masz rozeznanie w tym, co zaprezentowano? Czy słuchałeś występów?
— Wykonawców pretendujących do nagrody znam głównie z taśm. Podczas festiwalu nie miałem możności słuchać, bo musiałem odsypiać nocne dyżury w radiu. Dziwi mnie zwycięstwo Detonatora, bo moim zdaniem były zespoły lepsze. Na przykład Stan Zvezda, który otrzymał nagrodę mojej redakcji — Magazynu Muzycznego Jazz — za to, że najbardziej poprawnie grał muzykę „upankowionego” rocka. „Upankowionego” — to znaczy bardzo ekspresyjnego.
— Skoro o ekspresji mowa, to co sądzisz o tym, co wyprawia na scenie zespół Turbo, używający petard, ogłuszający, oślepiający, i o jego tekstach, w których jest mowa o szatanie, wyżeraniu wątroby i tym podobnych bredniach. Jest to humorystyczne i przerażające...
— To jest przede wszystkim wykalkulowane. Black-metal służy wyłącznie epatowaniu, szokowaniu publiczności. Te wszystkie idiotyzmy o piekle i szatanie to jest moda, która przyszła z Zachodu, moda na niesamowitość, okultyzm, czarną magię. Zespół Turbo utrzymuje się na tej fali. Na Zachodzie trzeba robić coś bulwersującego, żeby się sprzedać. To jest małpowanie. Zresztą nie tylko to. To samo dotyczy również tekstów rastamanów — „rastafarian” o Babilonie, o tym, że narodom należy się pokój... To jest sztuczne, nieautentyczne.
— A co jest autentyczne?
— Bunt. Złość na rzeczywistość. Nieudolne teksty pisane krwią serdeczną. I bardzo uboga muzyka. Dokonuje się ogromna rewolucja, jeszcze większa niż to, co dzieliło Maanam od Skaldów. Obecne zespoły rockowe są coraz uboższe muzycznie, za to wszystko zawierają, wykrzykują w słowach. Gdyby któryś z nich dobrze krzyczał, to wystarczyłby mu bęben. Ja to mówię z pozycji zgreda. Może tak trzeba. Tylko obserwuję po prostu, że muzyka staje się mniej ważna od ekspresji.
— Wspomniałeś o dyżurach w radiu. Czy prowadziłeś w Jarocinie coś w rodzaju „Muzyki nocą”?
— Tak. Podczas festiwalu Rozgłośnia Harcerską nadaje całą dobę specjalny program dla Jarocina i okolic. Bardzo sobie chwalę te nocne godziny. Ma się wtedy dużą swobodę, a kontakt że słuchaczami jest dużo, dużo bliższy niż wtedy, gdy prowadzi się audycje z Warszawy. Stałem się dla słuchaczy „swoim człowiekiem”, cieszyli się, że słyszą siebie w radiu, chcieli mieć ustawiczny koncert życzeń. Mówiłem — proszę bardzo, ja wam zagram, ale w zamian wy mi musicie coś o sobie opowiedzieć. Nie dało się narzucić żadnego tematu „ogólnego” — mówili o sobie, byli szczerzy. Bardzo serdecznie się też do nas odnosili — np. jeden z piekarzy dostarczał nam o północy świeże ciastka. W radiu ogólnopolskim tego nie ma, nie da się osiągnąć tej familiarności.
— Czy nadawałeś muzykę z jarocińskiego festiwalu?
— Nie, muzyka młodzieżowa szła w ciągu dnia, wtedy też była bieżąca informacja o tym, co się dzieje na festiwalowych estradach. Nocą radia słuchają inni ludzie — ci, którzy nie mogą spać, ci, którzy pracują, którzy wstają wcześnie do pracy albo późno się kładą. Oni chcą słuchać muzyki miłej dla ucha. Ale i w nocy, i w dzień cały Jarocin słuchał tylko nas. Uwierzyłem w ideę radia regionalnego. Chcę napisać o tym reportaż.
— O tej idei porozmawiam zaraz z szefem Rozgłośni. Na zakończenie powiedz jeszcze, proszę, co sądzisz o całym zjawisku pod hasłem Jarocin?
— Bawi mnie gra pozorów, na którą się wielu nabiera. Te tabuny przebierańców to są przecież zupełnie normalni ludzie, którzy chcą robić wrażenie, szokować akcesoriami. Nie ma w tym nic strasznego ani groźnego. I tu, jak i w tym, co się gra, liczy się wyraz, ekspresja.
Podpis pod zdjęciem w oryginale:
Adam Halber miał w radiu conocny dyżur — od północy do szóstej rano. „Bardzo proszę, ja wam zagram, a wy mi o sobie opowiedzcie...” — w radiu regionalnym kontakt że słuchaczem jest bliski, familiarny. No i dodajmy — tylko w jarocińskim radiu każdy, kto chciał, mógł bez żadnych przeszkód zajrzeć do studia — czyli do dziupli o wymiarach półtora na półtora metra, do której drzwi były zawsze otwarte...

Teksty zespołów wydrukowane na marginesie artykułu — fragment skanu.
Zobacz też: Adam Halber — „Magazyn Muzyczny” 10/1987.

Mieczysław Kasprzyk. Fragment skanu „Świata Młodych”. Kliknij, aby zobaczyć cały skan.
— Mój były szefie, powiedz dlaczego tu jesteście, co tu robicie, czy macie rozeznanie kto was słucha...
— Najpierw ci odpowiem na pytanie, którego nie zadałaś: dlaczego robimy takie małe radio.
— I dlaczego akurat w Jarocinie?
— Zadajesz pytania jak typowa dziennikarka telewizyjna — sama chcesz dużo mówić, a w ogóle nie chcesz słuchać odpowiedzi.
— Nieprawda, już słucham.
— Komu więc jest potrzebne takie małe radio? Otóż jestem zwolennikiem radia lokalnego, radia, które mówi wszystkim o wszystkim. W takim radiu nie ma tajemnic. Każdy, kto nas słucha, może powiedzieć: o, ja to znam, to jest o mnie! Wszystko co jest na naszej antenie, to są sprawy bliskie każdemu mieszkańcowi Jarocina, mówimy o jego domu, jego ulicy, jego zakładzie pracy. W programie centralnym z Warszawy nie ma takiej możliwości. Po prostu ten, kto robi audycje w Warszawie, nie zna Jarocina, więc dla takiego Jarocina w programie ogólnopolskim jest może 5 minut rocznie. Tymczasem my tu jesteśmy razem z jarocinianami, mamy ciągły kontakt. Oni się znają — i w naszym radiu mówią o sobie, stale są na antenie. Jest to radio, które na bieżąco załatwia wiele spraw. Na przykład była awaria sieci energetycznej, przeszliśmy więc na zasilanie z agregatu i poprosiliśmy, żeby mieszkańcy dzwonili do nas i zgłaszali gdzie nie ma prądu. I zadaliśmy na antenie pytanie: dlaczego nie ma prądu. Rozdzwonił się telefon, z całego miasta zgłaszano, że u nich też nie ma prądu... Po kilku minutach telefon z elektrowni, mówią: jak to nie ma prądu — wszędzie jest! No i po naszym ponownym komunikacie okazało się, że faktycznie jest. W ten sposób można tu natychmiast załatwić każdą sprawę.
Urządzamy zresztą w tym celu specjalne sesje władzy na antenie. Był u nas minister do spraw młodzieży i odpowiadał na żywo na pytania słuchaczy. Naczelnika miasta i gminy też zaprosiliśmy przed mikrofon...
— Słyszałam fragment tej audycji. Była mowa o potrzebie wprowadzenia zakazu picia piwa przed sklepem, o własnej orkiestrze, o budowie ratusza, o braku placu zabaw dla dzieci...
— I o tym, że kiełbasa jest zła. Słuchacze na te audycje bardzo czekają. Oni nie dostaną się do naczelnika, a jeśli nawet się dostaną, to rozmowa w cztery oczy ma zupełnie inną rangę. Tu wszystko się mówi publicznie, tu władza publicznie składa deklaracje, musi się tłumaczyć, wyjaśniać. To jest prawdziwe zbliżenie!
— A co robicie, żeby zbliżyć Jarocin do festiwalu?
— Kilka lat temu (dokładnie trzy), gdy po raz pierwszy tu przyjechaliśmy, stwierdziliśmy, że młodzież, która tu przyjeżdża, nie wie nic o Jarocinie i odwrotnie, mieszkańcy Jarocina nie wiedzą nic o tej młodzieży. Wiedzą tylko, że młodzież hałasuje. Chcieliśmy, żeby dowiedzieli się jeszcze, o czym ta młodzież hałasuje. Dlatego w przerwach koncertów nadajemy audycje przeznaczone dla miasteczka namiotowego — o Jarocinie — a w trakcie koncertów do jarocinian mówimy o muzyce i muzykach, którzy występują. Mieszkańcy Jarocina zaczęli rozumieć, że to co się tu śpiewa, nie jest tylko złe i hałaśliwe, ale że o coś w tym śpiewaniu chodzi.
Wszystko co tu robimy, służy wzajemnemu poznaniu. W zeszłym roku nadaliśmy po raz pierwszy duży reportaż na żywo z fabryki obrabiarek. Teraz to powtórzyliśmy w fabryce mebli. Reporterzy byli z załogą przez całą zmianę — od 6 do 14. Przed mikrofonem wypowiadali się wszyscy — i załoga, i dyrekcja, była mowa o problemach drażliwych, a ponieważ publicznie, też miało to inny wymiar. Po 8 godzinach reporterzy pytali robotników jak się czują, bo sami ledwo trzymali się na nogach...
Dziś urządziliśmy przed fabryką mebli koncert rockowy. Wystąpiły zespoły Moskwa i Sztywny Pal Azji. Dyrekcja zgodziła się pół godziny wcześniej zwolnić pierwszą zmianę, a druga zmiana o pół godziny później zaczęła pracę. Koncert trwał od 13.30 do 14.30. Praktycznie nie widziałem, żeby ci, którzy mogli pojechać do domu — odjechali, a autobusy czekały...
— W trakcie koncertu pytałam grupę robotnic w średnim wieku, czy im się to podoba. Mówiły zgodnie, że tak, a wyglądało na to, że stoją, bo coś się dzieje... Czy sądzisz, że dzięki waszym działaniom ci ludzie polubią rock?
— Chcemy, żeby „przeciętny obywatel” miał jakiś stosunek do rock-fanów, żeby nie odrzucał ich z góry. Żeby nie opluwał z daleka tego, co wydaje mu się dziwne, obce, odrażające. I żeby ci, którzy są opluwani, mimo wszystko zostali sobą. Taka jest idea naszego „Radia Nieprzemakalnych”. Prowadzi je twórca jarocińskiego festiwalu, Walter Chełstowski. „Radio Nieprzemakalnych” — to radio dla opluwanych. Nieprzemakalni to nie znaczy, że spływa po nich jak woda po kaczce, tylko znaczy: odporni na plucie. Zachowujący własną osobowość. Nadajemy ich muzykę — co tydzień w poniedziałek o 16. W takim stopniu, w jakim pozwala na to cenzura, poziom tekstu, jakość techniczna nagrań. Dokonujemy selekcji — nie wszystko nadaje się na antenę. Eliminujemy prymitywne aluzje polityczne, wulgaryzmy słowne, ale pozostaje zderzenie słuchacza z autentycznymi problemami, o jakich chcę mówić i śpiewać młodzież, o jakich śpiewa tu, w Jarocinie.
— Czy w jakiś sposób opiekujecie się zespołami, zajmujecie się promocją grup, które uznaliście za interesujące?
— Owszem, nagrywamy niektóre w ciągu roku. I — przyjaźnimy się.
(Jednym z zespołów zaprzyjaźnionych z Rozgłośnią Harcerską jest SZTYWNY PAL AZJI. Na spotkanie z nim zapraszamy wkrótce.)
Podpis pod zdjęciem w oryginale:
Mieczysław Kasprzyk: Chcemy, żeby „przeciętny obywatel” dowiedział się, o czym ta młodzież hałasuje.
Na dole strony widnieje informacja: „Jarocin '87 odwiedzili GRAŻYNA SZROEDER (z notesem) i PAWEŁ BUKOWSKI (z aparatem)”.
Strona przygotowana w układzie zgodnym z archiwum Jarocin-Festiwal.