FESTIWAL MUZYKÓW ROCKOWYCHJAROCIN 89 | |||
STASIU, DZIĘKUJĘ CIJanusz Jaroszczyk Czy uda się komukolwiek pogodzić punka ze skinem? Jeśli tak, to tylko wówczas można się spodziewać jednoznacznych opinii o festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie. A jak na razie, jeszcze się taki nie urodził... Chociaż... Koncepcja Piotra Majewskiego, szefa artystycznego tegorocznego „Jarocina”, wreszcie wprowadziła do tej imprezy sporo normalności i porządku na tyle, że ani festiwal nie stracił swego charakteru, ani organizatorzy nie musieli się budzić z ręką w nocniku. I nie docenił Piotrek wytrzymałości publiczności jarocińskiej, sądząc, że pogoda może popsuć mu szyki. W końcu na tę właśnie publikę już nieraz i nie takie, jak w pierwszych dwóch dniach X FMR, spływały ulewy ze strony „poważnych” mass-mediów. [fragment na zagięciu skanu nieczytelny] Kontrowersje?Przy nienagannej niemal organizacji trzeba było szukać dziury w całym. I malkontenci znaleźli problem tyleż ważki dla nich, co śmieszny dla innych: czy „Jarocin” ma być konkursem amatorów, czy festiwalem gwiazd? A przecież to oczywiste, że i jednym, i drugim. Amatorzy tylko wówczas mogą nabrać scenicznej ogłady, gdy sprawdzą się na tle profesjonalistów. I właśnie w Jarocinie mają ku temu być może niepowtarzalną okazję. A koncepcja ulokowania zespołów konkursowych w jednym miejscu — na małej scenie — była wygodna i dla publiki, co oczywiste, i dla wykonawców, bo nowicjuszom gra się lepiej w kameralnych warunkach. I również zasadne było dopiero późniejsze delegowanie wyróżnionych kapel z każdego dnia przeglądu w światła dużej estrady. Wcześniejszy występ i samo wyróżnienie łagodziły wstrząs konfrontacji z zawodowymi muzykami o wielkim audytorium. Aż nie chce się porównywać tego choćby z ubiegłorocznym pomieszaniem z poplątaniem, które działo się na trzech estradach, niekiedy jednocześnie. Z nadesłanych kaset 239 zespołów do konkursu zostało wyłonionych 36. Mało — twierdzili niektórzy — bo trzeba pokazywać szeroki amatorski ruch rockowy i promować młode kapele. W sam raz natomiast, by móc ogarnąć i ocenić produkcje wszystkich. Notabene dla dziennikarzy nawet za dużo, bo nie mogli zdecydować się na przyznanie swojej nagrody. A z promocjami dajmy sobie spokój do czasu — sądzę, że odległego — stworzenia w Polsce rynku muzycznego. Przy okazji warto zauważyć, że program artystyczny X FMR — jak dawno nie — tworzył logiczną całość. Balotaż„Jarocin ’89” był wpisany do kalendarza corocznych imprez Ministerstwa Kultury i Sztuki. I co z tego, skoro ustępujący minister albo zapomniał, albo i nie, ale i tak nie wysygnował ani grosza. A cóż można wymagać od ustępujących? Ciężar finansowy dźwigał Jarociński Ośrodek Kultury i Zarząd Miejsko-Gminny ZSMP — kreuszy całą gębą, o czym wszyscy doskonale wiedzą. W tej sytuacji karnety — w porównaniu z ubiegłym rokiem — podrożały czterokrotnie, do 10 tys. zł. Lecz jeśli wziąć pod uwagę liczbę koncertujących zespołów, wyjdzie, że występ jednej kapeli można było zaliczyć za nieco ponad sto zł. Komu tłumaczyć, jaki to pieniądz? Kto do jakiej sali koncertowej wpuszcza człowieka za tyle na 1,5-godzinny recital Stanisława Sojki? Karnetów poszło 7 tys., natomiast biletów za poszczególne dni koncertowe (5 tys. zł szt.) — 5 tys. Nagroda publiczności to już tak tradycyjnie ustalona świętość, że nikt nie waży się jej zlikwidować, jeśli nie chce mieć przechlapane. Chociaż powszechnie wiadomo, iż — poza niewielkim szumem wokół — nic ona laureatowi nie przyniesie. Czyżby zrozumieli to posiadacze karnetów i zaczęli bojkotować wybory? Z oddanych 874 głosów 201 padło na PROLETARYAT z Pabianic. Dalej uplasowali się BUSH DOCTOR ze Zgorzelca (91 głosów) i DZIKA KISZKA z Tarnowa (78). Pierwsza i trzecia kapela zostały też przez zacnego sponsora obdarowane piecami, co pomoże im zostawić trwałą pamiątkę po festiwalu. Z kolei Rozgłośnia Harcerska, chcąc zapewne wywiązać się z ubiegłorocznego zobowiązania, znów zaprosiła OPOZYCJĘ na sesję nagraniową. Ciekawe nagrody rozdzieliła Fonograficzna Grupa Twórcza „Wisła”, czyli Walter Chełstowski z dwoma kolegami: 300 tys. zł dla Roberta Sadowskiego z kapeli DEUTER — za muzykę i wierność w poniewierce — oraz 100 tys. zł dla Tomasza Lipińskiego — za bunt i to, czego brakuje wielu innym. Nowością X FMR było przyznanie przez jury „Jarocina” własnej nagrody (przedtem nazywało się to wyróżnieniem Rady Artystycznej festiwalu, tylko teraz jest to warte pół melona). Otrzymał ją — co było tajemnicą poliszynela sporo przed rozpoczęciem imprezy — CLOSTERKELLER z Warszawy. Chociaż z drugiej strony — jak mawiał Tewje mleczarz ze „Skrzypka na dachu” — dlaczego nie. Są sprawni muzycznie, mają coś nowego do przekazania, nieźle się prezentują na scenie i w TV. [końcowy fragment kolumny na zagięciu skanu częściowo nieczytelny] Wasz ostry rock jest naprawdę niezły. Wydarzenia i knotyKażdy dzień festiwalu obfitował w wydarzenia artystyczne, które można określić mianem „niezapomniane”. Ale największym wydarzeniem zdecydowanie był występ Stanisława Sojki. Publiczność też tak to odebrała. Ta sama publika, która potrafi stłamsić, zagłuszyć, nie dopuścić do koncertu, wyrzucić z estrady — ta sama publika siedzi potulnie na murawie stadionu. W Jarocinie to najwyższy stopień uznania. Sojka jazzjuje, bluesuje, gra na fortepianie, wiosłuje na pudle, proponuje wspólne śpiewanie, co od razu jest podchwycone. Potem owacje na stojąco i bisy, bisy. Wzajemne zrozumienie — dla Sojki „Jarocin” to nie pierwszyzna. I znów gorące podziękowania dla artysty za serce i duszę włożone w muzykę. Właśnie za duszę z tego miejsca w gazecie dziękuję Ci, Stasiu. Za to, że przypomniałeś przebój mojej młodości „Sitting On The Dock Of The Bay” mistrza soul Otisa Reddinga. Ten kawałek śpiewałem z Tobą być może jako jedyny na stadionie. Jeszcze raz dzięki. Stanisławowi Sojce towarzyszył na gitarze Janusz Iwański. Wydarzeniem podobnego formatu było 10-lecie DŻEMU, a szczególnie recital Martyny Jakubowicz. Swoistym wydarzeniem stał się też blok Gdańskiej Sceny Alternatywnej. Wreszcie Waldemar Rudziecki uwolnił się od „jarocińskich” antagonizmów personalnych i przywiózł swoje „dzieci” z Trójmiasta. A wśród nich wyróżnił się ostry rock PANCERNYCH ROWERÓW, melodycznie zbliżony do lat 70. ARMIA, KSU I KULT nawet w dzisiejszych, niepewnych czasach są w stanie zapełnić sporą salę. Miały swój benefis ZIELONE ŻABKI, zwycięzcy IX FMR. To właśnie przy nich został wyrzucony ze sceny dr Tłuczkiewicz, a nie zagrał na niej radziecki INSPECTOR. Dziwi natomiast dosyć oschłe przyjęcie CHŁOPCÓW Z PLACU BRONI, pupila koncertu finałowego „Jarocin ’88”. Ale cóż, przecież ten festiwal rządzi się swoimi, nie do końca ustalonymi prawami. Jak wszędzie przy masie wykonawców trafiają się knoty. Za takie w Jarocinie uważam występy zespołów zagranicznych, ze szczególnym uwzględnieniem zachodnioniemieckiego CATWEAZLE, czyli starszych panów nie mogących dorównać wczesnym produkcjom BEATLESÓW. Także modlących się Holendrów z NO LONGER MUSIC i Szkotów RANA CANTEEN, wśród których wyróżniał się gitarzysta, ale niestety tylko przekrętnym strojem i zachowaniem. Miłe wrażenie pozostawiła natomiast ich wokalistka, Ruth McGill, lecz tu też mam na myśli znajomość prywatną i umiejętności artystyczne pozamuzyczne... Ach, gdyby ich wszystkich było można wymienić np. na Tanitę Tikaram. Ale tego chciałby i Majewski... W sumie jednak tegoroczny „Jarocin” można zbilansować na plus od strony organizacyjnej i od strony przeglądu krajowej czołówki rocka. A co? Że nie było kurzu przy pogodzie? Ale za to chlapało błoto. JANUSZ JAROSZCZYK | |||
Strona zrobiona przez W_MatNi+W_SiECi |