FESTIWAL MUZYKÓW ROCKOWYCH

JAROCIN 91

 

JAROCIN — TO MY

Sławek Gołaszewski — Biuletyn Informacyjny Jarocin ’91, strona IV.

„Jarocin rodzi się na nowo”. Zdanie to od roku 1984 jest coroczną sentencją prasowych serwisów. Rok w rok powtarzał się nastrój niepewności — odbędzie się czy nie? Kolejni organizatorzy i szefowie artystyczni zapewniali, że do ostatniej chwili ważyły się losy Festiwalu.

Teraz jest świętem muzyki, wciąż jeszcze rockowej, choć wśród tegorocznych atrakcji zaplanowane zostały: koncert folkowy (a w nim gry, zabawy i warsztaty muzyczne), „wolna scena” na polu namiotowym (gdzie zagrać będzie mógł każdy, kto zechce), a w ramach występów różne odmiany stylu punk do reaktywowanej Brygady Kryzys, określającej kiedyś swą muzykę mianem punkedelic. Zdecydowana większość zaplanowanych na ten rok występów to rozwinięcie owego, spychanego na margines oficjalnego życia kulturowego wątku, który kiedyś określano mianem subkultury. Dziś w Jarocinie okazuje się, że nie ma innej kultury. Przynajmniej u nas i przynajmniej na razie.

Próbą wprowadzenia owych wątków kulturowych do powszechnego obiegu będą codzienne transmisje z jarocińskiego festiwalu w Programie II PR. W samym Jarocinie będzie działało lokalne studio radiowe. Gdy po raz pierwszy (przed pięcioma laty) pojawiła się autonomiczna i niezależna radiostacja Rozgłośni Harcerskiej było to novum w tej części świata. Dziś rozwinięcie tej tradycji jest „okienkiem” w oficjalnej ramówce programów radiowych.

Od połowy lat 80-tych wszystko co się dzieje w Jarocinie jest „po raz pierwszy”. A to podział na gatunki muzyczne i style wykonawcze (każdego dnia coś innego), a to radio lokalne, a to nowe kierownictwo artystyczne, a to rejestracja koncertów w celu wydania płyty, a to prywatna firma, która zajęła się organizacją festiwalu (to w tym roku). Owo „co rok od nowa” podejmowanie wysiłku powoduje, że o Jarocinie jako o miejscu na mapie świata, w obszarze „ekologii kultury”, nikt nie myśli poważnie. „Myśl globalnie — działaj lokalnie” — owo ekologiczne hasło nie zostało u nas jeszcze dostatecznie przemyślane, przeżyte i uwewnętrznione, aby mogło stać się motorem działania kulturotwórczego i animacyjnego.

I dlatego Jarocin, niegdyś stolica polskiego rocka, europejskie centrum różnych odmian „new wave”, krzyżówka ścieżek i dróg (gdyby ktoś chciał sięgać do źródeł i tradycji owego festiwalu, musiałby przypomnieć Festiwale Awangardy Beatowej w czasach kontestacji, których miejscem był Kalisz, a którego festiwal jarociński jest bezpośrednią kontynuacją), centrum na mapie pop-mas-kontr-kultury staje się powoli jednym z punktów wektora rozpostartego między Białym Stokiem a Opolem. Kierunek owego wektora wciąż pozostaje niewiadomą.

Sławek Gołaszewski

Radio Bunt
Muzyka jak z Jarocina