FESTIWAL MUZYKÓW ROCKOWYCH

JAROCIN 91

 

CZARNE CHMURY NAD JAROCINEM

Jarek Ogrodnik, „TO: Tygodnik Legnicki”, nr 32 (77), 8.08.1991

Odbywający się corocznie na początku sierpnia Festiwal Muzyków Rockowych w Jarocinie to największe tego typu wydarzenie w Europie środkowo-wschodniej. To zjawisko nie tylko muzyczne, lecz przede wszystkim socjologiczne. Jest doskonałym wskaźnikiem tego, co dzieje się w polskiej polityce, gospodarce, modzie. Tu spotykają się i ścierają ideologie i religie. Nierzadko w miejscach starć poglądów pojawia się krew.

Festiwal w Jarocinie ma sto twarzy. Nikt nie jest w stanie poznać ich wszystkich w ciągu trzech dni. Najbrzydszym i najbardziej rzucającym się w oczy obliczem festiwalu jest

przemoc

Mity tworzone na temat panoszącej się w Jarocinie przemocy powodują, że rodzice boją się puszczać tam swoje pociechy. Naprawdę, nieszczęśliwe wypadki dotyczą niewielu z festiwalowych gości. Prawdą jest również, że ci, którzy guza szukają - znajdą go.

Drugiego dnia festiwalu, w południe, przez budzący się dopiero po trwających do rana koncertach Izraela i Brygady Kryzys, jarociński rynek, przejechał dziwny konwój. Dwa UAZy i polonez. W nich młodzi, uśmiechnięci chłopcy w czarnych mundurach z napisem „policja” na ramieniu. Zdjęć robić im nie wolno, ich twarze na co dzień skrywają kominiarki. To Policyjna Brygada Antyterrorystyczna.

Ci sami młodzi chłopcy pojawili się, w liczbie ok. 20, wieczorem w pobliżu amfiteatru. Z twarzy zniknęły uśmiechy, w rękach pojawiły się metrowej długości pałki i - przypominające broń na grubego zwierza - miotacze świec dymnych. Zwarta kolumna ruszyła na obchód. Za nią tłum gapiów, który gęstniał z każdym krokiem. Wielu gości festiwalu po raz pierwszy widziało te dziwne, czarne mundury. Inni pamiętali ciosy pałek, które spadły na nich z zaskoczenia na festiwalu w Brodnicy. Patrol wracał do samochodów. Nagle policjanci odwrócili się i rozwinęli tyralierę. Strach przed tłumem pociągnął za cyngiel miotaczy. Tłum uciekał w popłochu. Już po chwili ochłonął, okrzepł. Po okrzykach „spierdalajcie!” policjanci raz jeszcze wypalili z grubej rury. „Gestapo! Gestapo!” i kolejna salwa. Tego było już za wiele. Pociskiem stał się każdy kamień, czy deska wyrwana z ławki. Tłum zaszarżował. Pałki skrzyżowały się z wyćwiekowanymi pasami, kijami, deskami. Policjanci zaczęli w popłochu uciekać. Jeden z gazików nie zdążył wystartować, gdy otoczył go gęsty kordon. Rozprysnęły się szyby. Na twarzach policjantów pojawiło się przerażenie. Gazik zaczął się trząść, przechylając się coraz bardziej na jeden bok. Z opresji wyratował kolegów powracający drugi UAZ zionący świecami dymnymi. Oba pojazdy, cały i zdezelowany, opuściły pole walki. Po 10 minutach w Jarocinie pojawiła się kolumna „suk” i „lodówek” wypełnionych normalnymi (bo w niebieskich mundurach) policjantami uzbrojonymi w pałki, tarcze i pewnie w coś jeszcze. Tłum jednak nie miał ochoty do walki. Zadowolił się przepędzeniem „czarnych” intruzów. Poziom adrenaliny we krwi wcale nie opadał. Powstałe napięcie groziło walkami wewnątrz, zwartej przed chwilą, grupy. Młodzi mają jednak genialne pomysły. W pobliżu małej sceny stoczono kilka walk, w których jedynym orężem były plastikowe butelki po napojach chłodzących.

Skąd i po co wzięła się w Jarocinie „czarna brygada”? Przedstawiciel miejscowej policji nic nie wiedział o całej sprawie choć jarociński, niebieski polonez pilotował „brygadzistów” na miejsce akcji. Twarze chłopców z Brygady powinny pozostać nieznane. Takie są wymogi ich pracy. Warto by było poznać twarz tego, który wysłał ich do Jarocina. Kto jest autorem tej niszczącej budowany mozolnie autorytet policji, akcji? Czy była to pomyłka, czy prowokacja?

Inne oblicze przemocy poznała żona Roberta Brylewskiego - Viviane i jej przyjaciele. Zostali ponoć pobici przez „bramkarzy”.

Ochronę festiwalu zorganizowała firma „Transfer”. Jej pracownicy dobrze znali swój zawód. Byli kulturalni, kiedy trzeba - stanowczy. Dokooptowani do sił porządkowych mieszkańcy Jarocina działali inaczej. Niektórzy z nich pozwalali sobie na manifestowanie czynem swej władzy. Dzięki nim część gości festiwalu wyjechała do domu z rozbitymi głowami, siniakami na rękach i nogach. Jeden z punków przyłapany w pobliżu sceny bez karnetu, został „na kopach” wyrzucony poza stadion. Za bramą zostały jego rzeczy, a wśród nich nieszczęsny karnet, którego właściciel nie chciał utracić w „pogo”.

Przemoc w Jarocinie wiąże się również z obecnością skinheadów. W tym roku na festiwalu zjawiło się ich niewielu i nie byli agresywni. O wyjątkowym pechu można mówić w przypadku fotoreportera „Gazety Wyborczej” Krzysztofa Millera, który trafił na skinów, i to tych, co biją. Równie pechowo zakończył się pierwszy dzień festiwalu dla jednego z mieszkańców pola namiotowego. Pchnięcie nożem zakończyło jego udział w imprezie na oddziale chirurgicznym. Sprawca zbiegł, choć ścigały go listy gończe.

Jarocin to również impreza komercyjna. Równie ważna dla muzyków, jak i dla tych, którzy chcą na niej

zarobić.

Organizująca festiwal Rock Corporation szacowała wydatki na 2,5 mld złotych. Firma ta, traktując imprezę jako dalekosiężną inwestycję, mogła pozwolić sobie na „manko”. Na festiwalu na pewno zarobiła firma Karpeks, mająca monopol na organizowanie placówek handlowo-gastronomicznych na stadionie, w amfiteatrze i na polu namiotowym. Zarobili mieszkańcy miasta wynajmujący kwatery prywatne, czy znajdujący pracę przy obsłudze festiwalu. Zwiększony utarg miały wszystkie placówki handlowe oprócz sklepu monopolowego. Decyzją burmistrza, na terenie miasta w czasie trwania festiwalu, została wprowadzona

prohibicja.

Przyjezdni, chcąc wprowadzić się w odmienny od trzeźwości stan, zastosowali środki zastępcze. Apteka w ciągu godziny pozbyła się dwumiesięcznego zapasu spirytusu salicylowego. Nieźle sprzedawały się pabialgina, neospasmina, a nawet spirytus kamforowy, którego walory smakowe chwalili sobie niektórzy konsumenci. W położonym niedaleko apteki sklepie chemicznym również panował duży ruch. Panie sprzedawczynie pozwalały nawet powąchać, na próbę, mniej znane rozpuszczalniki.

JAROCIN '91
Organizacja

tak wielkiego przedsięwzięcia od czasu do czasu kulała. Informacje o „rozkładzie jazdy” zamieściła „Gazeta Jarocińska”, podawało je radio „Brum”, nadające 24 godziny na dobę audycje odbierane w promieniu 100 kilometrów. Brak było informacji w formie plakatów. Większość słuchaczy miotała się między małą a dużą sceną festiwalu. A przyjechało ich w tym roku ponad 15 tysięcy! Liczną, 130 osobową grupą zjawili się dziennikarze. Niestety, podczas konferencji prasowych przedstawiciele organizatorów Walter Chełstowski i Jerzy Owsiak udzielali mętnych i wymijających odpowiedzi. Fotoreporterów nie wpuszczano na dużą scenę. A w czasie transmisji telewizyjnej wypędzono dziennikarzy z przeznaczonego dla nich terenu pod sceną. Jednym z argumentów organizatorów było to, że TV zapłaciła 100 mln zł, a pozostali dziennikarze razem tylko 18 milionów. Przy wejściu na stadion zorganizowano depozyt, w którym składano przedmioty uznane przez ochronę za niebezpieczne. Oprócz noży i miotaczy gazowych znalazły się w nim również zwyczajne, skórzane pasy. Zawartość depozytu „ochrona” przekazała policji. Tutaj, niestety, zaginął ślad po wielu przedmiotach osobistych. Wiele osób nie mogło odzyskać swojej własności, pomimo posiadania depozytowych kwitów. Następnego dnia „bramkarze” nie wydawali już kwitów na rekwirowane przedmioty.

Kolejną wpadką było zamieszczenie nazwy jaworskich Szczurów Paryża w reklamie festiwalu, emitowanej w czasie bezpośredniej transmisji z Jarocina. Głupio było „Szczurom”, gdy mogły przeczytać swoją nazwę na ekranie telewizora, a nie mogły wziąć udziału w koncercie.

Nieźle zorganizowano pole namiotowe. Organizatorzy byli gotowi przyjąć 10 tys. osób, na polu zamieszkało 3700 rockersów. Czekały na nich prysznice z ciepłą wodą i ekskluzywne klozety, te same jakie używane były podczas wizyty papieża.

Muzyka

stanowiła istotną część festiwalu, choć wcale, wbrew zapewnieniom organizatorów, nie najważniejszą. Imprezy na dużej i małej scenie trwały w tym samym czasie. Często zdarzało się, że małe, darmowe koncerty w amfiteatrze miały lepszą atmosferę, niż te na stadionie. Z ciekawych zjawisk zauważyć można było rozszerzenie muzycznych zainteresowań przez zespoły grające reggae (świetne koncerty Izraela i Bakszyszu). Swoją pozycję ugruntowały gwiazdy formatu Acid Drinkers, Armii, Lecha Janerki czy VooVoo. Łezkę w oku zakręcił występ legendy polskiego rocka - TSA. Bez echa przeszły rewelacyjne koncerty Hello, Jezabell Jazz i gości z Albionu - Tchatcher on Acid. Ważnym wydarzeniem była trwająca do późnej nocy na deskach amfiteatru scena folkowa. W tym wielogodzinnym koncercie wzięła udział folk-czołówka z kraju i zza granicy. „Jarocin '91” to również konkurs. Dla nikogo nie było zaskoczeniem, że werdykt jury kompletnie nie pokrywa się z gustami publiczności.

Jarocin zdycha

To hasło pojawiło się już kilka lat temu. Do dziś festiwal ma się świetnie, co roku do Jarocina przyjeżdża kilkanaście tysięcy fanów rocka. Faktem jest, że ta impreza powoli zmienia swoją formułę. Od początku lat osiemdziesiątych spotykali się w Jarocinie przedstawiciele subkultur. Dziś więcej jest widzów nie identyfikujących się z żadnym ruchem. Coraz liczniej przybywają na festiwal agitatorzy religijni - katolicy i krisznowcy. Ci pierwsi od lat częstują głodnych chlebem z dżemem, księża starają się rozmawiać ze wszystkimi. Nowością były występy katolickiego zespołu grającego wszystkie możliwe rytmy: od reggae po agresywnego rocka. Jarocin przestał być oazą punków. Stracili oni swój jedyny w Polsce festiwal. Być może jego rolę przejmie „Czad-piknik” odbywający się w dniach 8-11 sierpnia w Wągrowcu (woj. pilskie). A za rok przyjechać będzie można do zupełnie innego Jarocina. Koncern Yamaha, organizujący podobne festiwale na całym świecie, jest zainteresowany polskim Woodstock. Jeśli plany Yamahy dojdą do skutku, Festiwal Muzyków Rockowych będzie z pewnością bardziej profesjonalną imprezą. Ale czy zachowa swój niepowtarzalny klimat?

Jarek Ogrodnik

   
Grzegorz K. Witkowski — Grunt to Bunt, Tom 1JarocinFestiwal.com Grzegorz K. Witkowski — Grunt to Bunt, Tom 2JarocinFestiwal.com Grzegorz K. Witkowski — Grunt to Bunt, Tom 3JarocinFestiwal.com Grzegorz K. Witkowski — Grunt to Bunt, Tom 4JarocinFestiwal.com