Przyjechali z całej Polski, jest ich wielu. Zanim zjawili się w Jarocinie przeszli „przeszkolenie”, czyli rekolekcje, które przygotowywały ich duchowo. Są wśród nich osoby, które pochodzą z różnorodnych ruchów religijnych, ale są i tacy, którzy zwykle słuchali tutaj muzyki.
Grupa „E” nie przyjechała właściwie na koncerty - „Jesteśmy tu, by dawać świadectwo miłości”. Nie chcą jednak działać schematycznie i stereotypowo. Co zatem robią dla tych, którzy tu przyjechali? „Rozmawiamy indywidualnie, bo grupowa rozmowa często schodzi na błahe tematy i pomija prawdziwy cel”. Sprzedają książki, prowadzą w JOK-u przechowalnię bagażu, księża spowiadają w kościele, rozdają chleb kupiony za pieniądze zebrane w trakcie Mszy.
Są sympatyczni, młodzi i uśmiechnięci. Jakie stosują metody? „Naszą metodą jest głoszenie Chrystusa” - mówi jeden z niosących Dobrą Nowinę - przyszły ksiądz - „Jeżeli ktoś niesie Go w swoim sercu i daje drugiemu, to nie zwraca uwagi na metody. Należy najpierw samemu napełnić się Chrystusem, by potem dać Go innym. Żeby było widać, że ty niesiesz Chrystusa.”
Co najbardziej razi rozmówców? „Wydaje mi się - mówi Żaba - że najbardziej boli to, iż oni nie znaleźli miłości. Oni są jej spragnieni. Ci młodzi ludzie czekają na rozmowy, na dialog z nami. Zwykle zaczyna się agresywnie, lecz to znaczy dla nas, że chcą wyrzucić coś z siebie. Taka rozmowa daje zrozumienie. Oni często mówią o zwykłych sprawach, które ich otaczają”.
ROZMOWA CZŁOWIEKA, KTÓRY ZBŁĄDZIŁ Z TYM, KTÓRY JEST NA DRODZE (podsłuchana)
- Wiesz, co mnie najbardziej denerwuje - to ksiądz, który wymyśla kazania na poczekaniu, spieszy się, nudzi. Ja go nic nie obchodzę.
- Nie możesz traktować kościoła jak instytucji. To nie jest instytucja, lecz coś większego, co wyraża sens naszego życia.
- Ale czemu musimy ciągle składać ofiarę?
- Na ofiarę można różnie patrzeć. Człowiek zawsze szuka szczęścia i dobroci. Jedni cierpienie tłumaczą jako ofiarę, jako coś złego. Powiedziałbym, że cierpienie ma charakter subiektywny.
- Człowiek obserwuje poczynania księży. Zdarza się, że dana osoba mu nie odpowiada - więc buntuje się i odchodzi. Jest wiele takich przypadków. Najważniejsze jest to, żebyśmy zaakceptowali Boga i Jego Kościół; to, że Kościół jest dla człowieka, jest mu potrzebny.
Człowiek zawsze ma świadomość tego, co wybiera. Może jej nie mieć wtedy, gdy wpadnie w jakiś nałóg - ale w sytuacji, kiedy przed tym stawał, miał świadomość i z pewnością sumienie mówiło mu: „Zastanów się, czy to jest dobre, czy złe - wybierz”.
MSZA ŚWIĘTA
Ma swój specyficzny charakter. To nie jest normalna Msza. Księża są jacyś bliscy. To nie napuszone osoby głoszące kazania - tu jest ciekawie. Dlaczego?
Nie ma „kościelnego spięcia”, wszyscy są naprawdę równi... Śpiewa się piosenki, przy których nikt nie siedzi sztywno. Można klaskać, nawet tańczyć - po prostu czuć się szczęśliwym! Kiedy następuje moment: „Przekażcie sobie znak pokoju”, nie kiwa się głową „byle do kogo”, ale przekazuje się go uściskiem dłoni, chodzi się po całym kościele, dociera do wszystkich, i to jest niesamowite. Księża? - nie stoją w prezbiterium za ołtarzem, starają się wyjść do ludzi. No i mają ciekawe kazania.


Muzyka jak z Jarocina


