Co będzie się działo w wiosce folkowej w tym roku?

- Nikt nie wie co się będzie działo, bo traktujemy całą rzecz spontanicznie i do tej pory nie ma ustalonej kolejności zespołów. Wszystko będzie się działo spontanicznie. Pozwalamy sobie na luz i potraktujemy to folkowe święto jak kameralne spotkanie. Spotkanie, bo zespoły folkowe nie dają koncertów. Takie imprezy mają dwa oblicza: pierwsze - to część oficjalna, czyli gra na scenie; drugie - to rozmowy z ludźmi poza sceną. Każdy z nich jest ciekawy.

Czym różni się muzyka folkowa od folklorystycznej?

- To nie jest to samo, a ludzie nas mylą. Jeżeli folklorysta miałby kogoś zabić, to nie zabiłby ani punka, ani metala, ale folkowca. Termin „folk” to granie muzyki radosnej w taki sposób, w jaki się ją czuje. Folkloryści nie mogą nam np. wybaczyć tego, że używamy gitary basowej. Twierdzą, że muzyka folk jest prostytucją dostojnego folkloru i że robimy zamach na świętość. Natomiast my im mówimy, że wpychają muzykę do metalowej strumienki i że ten cały autentyzm jest „dmuchany w uszy” gdy ktoś twierdzi, że w życiu nie widział telewizora i nie słyszał Rolling Stonesów. Myśmy się wychowali na muzyce rockowej i nie zamierzamy tego ukrywać. Folk to muzyka grana przez młodych ludzi dla młodych ludzi, a tym tylko się różni od rocka, że nawiązuje do źródeł.

Jak ta różnica wygląda w brzmieniu?

- W ubiegłym roku podobał się np. zespół You Slosh. Poznałem ich w Londynie w momencie, kiedy debiutowali. Nie mieli żadnych krytyk i nie wiedzieli jak będą przyjęci. Nasza przyjaźń trwa do dzisiaj. Rok temu mieli zagrać w wiosce folkowej jako nasza gwiazda. Wystąpili jednak na dużej scenie i zostali bardzo ciepło przyjęci. W folku gra się np. na elektrycznych dudach czy skrzypkach. Jeżeli będzie się grało nawet najfajniejsze rzeczy Rolling Stonesów na akordeonie i rozstrojonych skrzypkach, a śpiewała będzie stara babcia, to nikogo to nie ruszy. Trzeba to zagrać normalnie. Nie wnikamy w to czy jest to autentyczne, czy ma wartości poznawcze, czy tak było grane przed wiekami. Jedynym kryterium jest to czy nam się podoba czy nie.

Jak zespoły folkowe zbierają materiały do swojego repertuaru?

- Z Kolberga, z płyt i od siebie nawzajem. Niezależnie od tego jaką zespoły grają muzykę: polską, andyjską czy celtycką, znają nawzajem swoje utwory i śpiewają je razem.

Czy w tym roku koncert także potrwa 12 godzin?

- Nie, zdecydowanie krócej.

Czy będzie Kwartet Jorgi?

- Nie, są obecnie w Wielkiej Brytanii, gdyby wioska folkowa była 8 sierpnia zdążyliby przyjechać. Ale jest nowy zespół POLES APART. To jest dwóch akordeonistów, skrzypaczka i gitarzystka. Debiutowali dwa tygodnie temu w radiu, a to będzie ich debiut przed żywą publicznością. Zespół jest odjazdowy. Dostali już propozycję zagrania z grupą CLANET.

A inne rewelacje w wiosce?

- LITTLE MAIDENS, NOCNA ZMIANA BLUESA I SIERRA MANTA. VARSOVIA MANTA nie zagra ponieważ mają kłopoty finansowe.

Za jakie pieniądze będą grały zespoły folkowe w Jarocinie?

- Za kosmetyczne stawki: zwrot kosztów podróży i kosztów utrzymania. Może wystarczy na coś jeszcze.

Dlaczego Pan mówi że warto tu przyjechać do Jarocina?

- Dlatego, że przyjeżdża tu dużo zespołów rockowych i choć wieszane są na nich psy, niektóre grają naprawdę ciekawie i można tu znaleźć wiele inspiracji. Poza tym wszyscy tu mają szacunek dla swojego świra. Np. Maciej Rychły przyjechał rok temu w ogromnym kapeluszu. Obok niego usiadł punk z żółtym irokezem. Popatrzyli na siebie z uznaniem: „Ty fajnego masz czuba, a Ty, elegancki kapelusz”. Na ulicy np. w Warszawie byłoby to niemożliwe.

Czy traktujecie występ tutaj jako szansę promocji?

- Tak, jest to pewna szansa. Mamy własną publiczność, która często nam zarzuca, że przyjechaliśmy do Jarocina. Ale Jarocin jest miejscem, gdzie kreuje się kulturę. Na takich spotkaniach folkowych młodzież przygarnęła polskie pieśni ludowe te, które odrzuciło pokolenie ich rodziców.

Czy wioska folkowa będzie stałym elementem festiwalu?

- Nie wiemy jeszcze. W przyszłym roku jedziemy do Kazimierza nad Wisłą. Ale będziemy mieli własny festiwal folkowy już w przyszłym roku latem.

Jak się pan zainteresował folkiem?

- 10 lat jeździłem i zbierałem polskie pieśni ludowe; 4 lata studiowałem etnografię i 11 lat muzykologię. Grałem też na kontrabasie jazz w grupie, która później przyjęła nazwę HOLOY POLOY. Potem odszedłem z zespołu; dałem im szansę zrobienia kariery, bo byłem najgorszym kontrabasistą jakiego można było sobie wyobrazić.