W piątek, raptem niecałe pięć godzin po NOCY PIÓROPUSZY, rozpoczął się kolejny dzień przesłuchań w amfiteatrze. Pewnie wczesna pora i zmęczenie sprawiły, że niewielu słuchaczy dotarło do amfiteatru. A szkoda, bo LEV TOTOŁTOY całkiem nieźle radził sobie ze sprzętem. Grali ostrą, trochę mroczną, czadową muzyczkę. Na dodatek żona LVA - Justyna miała niezły głos. To był dobry początek piątkowego koncertu.

Później było gorzej, bo okazało się, że ZBUNTOWANY KALORYFER ma tylko ładną nazwę. Panienki z dwóch damskich kapel (przez grzeczność nie wymieniam nazw) wyraźnie pomyliły się z powołaniem. Polecam do przemyślenia fragment tekstu VAVEL UNDERGROUND: „Myj gary! Do kuchni, myj gary!” Następne kapele, mimo że męskie, nie były lepsze. Ot, kilka godzin słuchania nudnych, pozbawionych wyrazu zespołów.

Przez ten cały czas powoli zbierała się metalowa publiczność. Nie było ich wielu, akurat tylu, żeby zaznaczyć swoją obecność. Później, w czasie koncertów thrashowców, metalowe dziewczyny i metalowi chłopcy wykonywali swoje... pogo. Tak jak punki, z tym, że dla urozmaicenia wprowadzali swoje głowy w ruch obrotowy. Pewnie w ten sposób chcieli zrzucić z włosów kurz, który wzniecali w czasie tańca.

Spośród thrashowych kapel uwagę zwróciłem na NEXT. Dziwny był ten ich thrash, całkiem przyjemna muzyczka. Można było tego posłuchać. Trochę inaczej było podczas występu kolejnych thrashowców - chłopców z kapeli LASTWAR. Oni postawili na widowiskowość. Wokalista ryczał, to znaczy: śpiewał zgodnie z wymogami sztuki, głowy wirowały, pióra rozwiane. Ładne to było. Chłopaki strzelili też ze cztery razy z kapiszonów. To już robi wrażenie.

Poza tym jestem pełen uznania dla pieśniarza zespołu INCEST. Beknięcia o takiej głębi wyrazu, zresztą wykonywane w konwencji cold death thrash, są wielką rzadkością. Czasami sam takie wydaję, ale zdarza się tylko po wypiciu bardzo zimnej i silnie nagazowanej pepsi-coli.

Piątek w amfiteatrze był bardzo ciężkim dniem. Silne słońce plus thrash to prawie pewny udar mózgu. Nie wiem, jak udało mi się wyjść z tego bez szwanku.