Jesteście z Izraela. Po raz pierwszy w historii festiwalu gościmy wykonawców z tego kraju. Jak zatem trafiliście do Jarocina?
Zaprosiła nas do Polski firma Kukuryku Production. Zajmuje się ona m.in. fonografią. W najbliższym czasie ukaże się nasza kaseta wydana jej nakładem. O festiwalu dowiedzieliśmy się dzięki korespondencji prowadzonej z tą firmą. Chcieliśmy tu przyjechać ze względu na nasze polskie pochodzenie.
Zagracie dzisiaj podczas Nocy Pióropuszy. Czy wasza muzyka podobna jest do tej, którą wykonują polskie zespoły punkowe?
Z pewnością trochę się od nich różnimy. Nie jest to typowy punk-rock. Tworzymy muzykę, która jest połączeniem hard-core’u z elementami folku i trash-metalu.
O czym śpiewacie?
Poruszamy przede wszystkim problemy, które są możliwe do rozwiązania. Staramy się walczyć o wolność. Przeciwstawiamy się wszelkim przejawom nacjonalizmu. Chcemy zaprotestować także przeciw fundamentalizmowi żydowskiemu. Nie śpiewamy o problemach, w których rozwiązaniu muzyka nic nie pomoże. Na przykład o dziurze ozonowej. Wolność, o której śpiewamy jest widoczna nawet w strukturze naszej muzyki. Dużo miejsca przeznaczamy na improwizacje. Poza tym chcemy, aby każdy nasz koncert był zaprzeczeniem tego, co mówią niektórzy politycy - że holocaust nigdy nie miał miejsca.
Jakiej reakcji publiczności się spodziewacie?
Przede wszystkim boimy się trochę, że ludzie mogą mieć trudności ze zrozumieniem naszej muzyki. W Izraelu jesteśmy już dość znanym zespołem; tam nas rozumieją. To, co robimy może być dla polskiej młodzieży trochę nietypowe. Chcemy dać ludziom więcej niż skakanie na scenie.
Czy nie obawiacie się agresji ze strony nacjonalistycznych skin-headów?
Nie. Gdybyśmy się bali nie przyjechalibyśmy. Zresztą z przemocą np. ze strony Arabów stykamy się prawie codziennie.
Czy spotkaliście się już z polską muzyką rockową?
Raczej nie. Na razie znamy i lubimy jedynie Armię i Acid Drinkers. Ostatnio spodobała nam się kapela o nazwie Schizma z Bydgoszczy.
Jakie macie wrażenia z pobytu w naszym kraju?
Trudno powiedzieć. Dotychczas poznawaliśmy go tylko z okien autokaru. Wydaje nam się, że jest to spokojne miejsce. Być może dlatego, że w Izraelu jesteśmy ciągle zajęci; mamy próby i koncerty. Tutaj odpoczniemy. Ale odczuwamy w Polakach wiele szarości.
Nawet w Jarocinie?
Tu jest inaczej. Ludzie, którzy przyjechali na festiwal chcą zrobić coś nowego. To się czuje.
Jakie są wasze najbliższe plany?
Po występie w Jarocinie jedziemy w trasę koncertową po Polsce. Mamy nadzieję, że uda nam się zagrać w Oświęcimiu. W przyszłym roku chcemy wystąpić na terenie obozu oświęcimskiego, ale nie wiemy, czy będzie to możliwe.
Dziękujemy za rozmowę i życzymy udanych koncertów.
Muzyka jak z Jarocina


