Czwartkowy koncert w amfiteatrze rozpoczął się kilka minut po dziesiątej. Punktualność zdumiewająca jak na Jarocin. Na scenie pojawił się BACK TO NORMAL, banda z Belgii w sile połowy plutonu. Sama sekcja dęta liczyła coś z 9 osób. Robili wielki hałas i widać było, że chłopcom, a nawet dziewczętom, sprawia radość dmuchanie w trąby. Nudno było, a oni trąbili i trąbili. Na szczęście zostali zastąpieni przez DEKRET z Krainy Latających Scyzoryków i atmosfera, mimo że punki w czasie pogo trochę nakurzyły, oczyściła się.

Wreszcie przyszła kolej na zespoły konkursowe. Rozpoczęli chłopcy z Wrocławia, także WTE I WE WTE. To pierwszy zespół, więc trzeba ich wymienić. Dla HISTORII. W pewnej chwili na scenę wskoczył Mielony, za nim Kefir i Soko - chłopcy z THE BILL. Zrobiło się nagle bardzo, bardzo przyjemnie. Trzy, a może cztery funkcje - bo i po co więcej, Mielony równo w bębny i jechali do przodu. Było ostre pogo, no i... bis. A, ważna informacja, Soko zdradził w tekście jednej z piosenek sposób na sukces: „Obmyślam plan wtedy, gdy sram”. Oj, trzeba będzie tego spróbować.

Potem zrobiło się nudnawo. Z letargu obudził mnie głos wokalisty BLACK WINDOW. Przyznaję, facet ma ostry metalowy głosik, ale nad dykcją musi jeszcze popracować. No i chłopaki nie obkupili się jeszcze w te wszystkie bajery, które szanujący siebie i publiczność metalowy rockman powinien mieć. Szkoda. Może to by im pomogło.

W chwilach gdy ze sceny wiało nudą, obserwowałem latające w powietrzu prezerwatywy i nielatające fryzury różnych modeli. W modzie punkowej wyraźnie daje się zauważyć dwa trendy: matowe albo błyszczące lakiery. Przyznam, że zdecydowanie lepiej wyglądają świecące i migające pióropusze. Jeden z punkersów, z takim czarno-czerwonym czubem skojarzył mi się od razu z wielką ciężarówką wyposażoną w mrugające światełka. Czyż może być coś piękniejszego?

Jeśli już jesteśmy przy wyglądzie, to zwróciła na siebie uwagę kapela BANG BANG 77. Chłopcy wystąpili w slipkach, niektórzy wzmocnili je pasem (cnoty?) nabijanym ćwiekami. Śpiewająca panienka miała stanik, miniówkę no i... pończochy samonośne. To robiło wrażenie. Wokalista BANG BANG-u poddając się rytmowi wykonywał, niczym Michael Jackson, ruchy frakcyjne. Czyli wygląd był, ruch sceniczny również, a muzyczka? Coś tam grali, ale najlepsza była suita PIF-PAF. Ponieważ trwała 10 sekund, chyba tylko koneserzy potrafili ocenić jej wartość. Aha, w trakcie suity był też efekt specjalny w postaci wybuchu jednego kapiszona. Też dobrze.

W czwartek słońce tak grzało, że trudno było wytrzymać w amfiteatrze. Trochę chłodem powiało ze sceny w czasie występu TRANSYLWANII. Ładnie łoili. Opuszczałem amfiteatr o 17.10, a czekały na występ jeszcze chyba ze trzy kapele. Miały pecha, większość ludzi poszła już na stadion.