Przed wejściem na stadion mój plecak sprawdzony przez kulturalnego pana z ochrony. Dlatego zdziwiłem się bardzo, gdy chłopak ze STRAJKU - poinformował: „La, la, la, w kieszeni mam gaz”. Pewnie nie był sprawdzany.
STRAJK tak w ogóle to rozpoczął czwartkowy koncert na stadionie. Punkowa kapela, łoili ostro, ale czegoś im brakowało. Następna grupa - GA-GA - grała zdecydowanie gorzej. Ja rozumiem, że chłopcy preferują surowego punka, ale nawet wtedy trzeba mieć odrobinę polotu. Wokalista ma pretensje do całego świata i co z tego? Pokrzyczy chwilę i to wszystko. Kolejne kapele grały przyjemną muzyczkę. Można było sobie leżeć w spokoju - to chyba źle o nich nie świadczy.
Trochę zamieszania zrobiło się przed występem SYJONU, ale wiadomo jak trudno zainstalować 10 orkiestrantów. SYJON rozbujał sporą część publiczności i skończyło się bisem. Zeszłoroczni laureaci wypadli nienajgorzej. No może poza LATAWCAMI. Swój występ kapela zakończyła słowami: „Już więcej nie będziemy was nudzić”. To było dobre.
Wreszcie przyszła kolej na DŻEM. Stadion zrobił się nagle za ciasny i część ludzi musiała wskoczyć na scenę. Zamieszanie trwało coś ze 20 minut. DŻEM grał prawie 2 godziny. Tylko raz bisował. No cóż, mieli w JAROCINIE lepsze koncerty. SIERRA MANTA spełniała rolę przerywnika między dużymi koncertami, bowiem następnym zespołem był KULT.
W tzw. międzyczasie przedstawiciel Niezależnej Inicjatywy Europejskiej powiedział o 12000 kondomów przeznaczonych dla uczestników festiwalu.
Noc pióropuszy rozpoczęła się z ponad godzinnym opóźnieniem - o 1.45. KSU - owszem, owszem, ładnie grali, ale późno już było i skracano występy. Szkoda. Zeszłoroczny laureat nagrody publiczności - BEER GOGGLES - na początku zadeklarował: „Ja kocham piwo, ja kocham wódka”, a potem chłopcy zaczęli łoić. Co prawda śpiewali głównie po angielsku, ale grali szybko, a to się liczy. Co dwie minuty nowy numer, to chyba nieźle.
SEDES dał koncert wspominkowy, przypomniał między innymi numer: POKUTUJEMY. Zresztą kapela ta wystąpiła powtórnie, kończąc o brzasku z DEFEKTEM MÓZGÓ, pierwszy dzień festiwalu. Jakoś nie miał szczęścia MOCZ TENORA, obrzucony butelkami i kamieniami zszedł ze sceny. Noc Pióropuszy zakończył DEFEKT MÓZGU w piątek po piątej rano.

Muzyka jak z Jarocina


