Który to już raz będziecie w Jarocinie? Prywatnie, Kacper i ja, czyli Siemion, na festiwalu jesteśmy obecni z dwuletnią przerwą od 1983 roku. Byliśmy tu od razu jako zespół, ale była to zupełnie inna muzyka...zabawa...i w ogóle były to zupełnie inne czasy. Miałem uczulenie od wódki! To były czasy! Teraz nie da się tak pić: wątroba wysiadła. Sztuczna nerka, sztuczna wątroba, sztuczne serce. Festiwal rozwi ja się czy upada? Istnieje. Chyba nie upada. Ma lekkie wzloty, ale upadków nie ma. Od "wojny” na pewno nie jest gorszy. Nadal nie jest miejscem konfrontacji z tym co się dzieje w świecie. Z jednej strony to bardzo dobrze - blado byśmy wypadli. Choć wydaje mi się, że w tej chwili już nie jest tak źle. Gdyby to jednak zdarzyło się wcześniej, to zamieniłoby się w międzynarodowy festiwal, gdzie polskie zespoły nie miałyby wiele do powiedzenia. Wtedy był słaby dopływ informacji muzycznej z Zachodu. Tylko wybrani, których było na to stać mieli płyty. Dzisiaj, pod względem muzycznym jest tak sobie, ale technicznie mamy dużo lepsze grupy. Dzisiaj więc taka konfrontacja nie wypadłaby chyba tak źle. To co pokazuje MTV wydaje się nader przeciętne, przynajmniej na mnie nie robi większego wrażenia. Wydaje mi się, że polski rock’n’roll jest trochę sztuczny, pozbawiony korzeni i jednocześnie bardzo hermetyczny, mało czytelny dla zachodniego odbiorcy. To zależy od muzyków, którzy tworzą tę muzykę. Jest u nas jednak kilka zespołów całkiem dobrze rozumianych na Zachodzie. Jeśli człowiek od najmłodszych lat słucha tego samego z czym styka się Anglik czy Amerykanin, to wie na czym to polega.
Natomiast jeśli wzrasta w klimacie kujawiaków, polskiego folkloru a potem TOP ONE, to ma słabe szanse aby stworzyć coś, co trafi do zachodniego odbiorcy, chyba, że na zasadzie: O! Jakie to śmieszne! A wy czego słuchacie? Czego słuchaliście zanim zaczęliście grać? Mam takie stare płyty: The Beatles, Elvis Presley, "flower power”. Pisałem po tych płytach ołówkiem i dostawałem po rękach od mamy. Tę muzykę mam w pamięci. Tak...zaczynałem od „starej” amerykańskiej i angielskiej muzyki. Od Hendrixa też. Potem były różne takie rzeczy. Beatlesi do tej pory robią na mnie silne wrażenie...Zeppeliny, Black Sabbath...muzyka bluesowa, której jestem maniakiem. Ta muzyka jest wciąż inspirująca. Natomiast gdy biorę płytę jakiejś polskiej kapeli z lat 80-81... Oj! To był chyba najgorszy okres dla polskiej muzyki....to nic się nie dzieje, żadnych emocji... Wszystko ciągle ulega jakimś przewartościowaniom. Wybrałeś akurat najgorszy okres dla polskiej muzyki. Kapele były wtedy przereklamowane, były na prawdę słabe iwtórne. Dopiero teraz jest nieco lepiej. Wcześniej dla mnie nie było nic. Nic w tym dziwnego, że bierzesz taką płytę i jest ona tylko kawałkiem winylu. Najgorsze były lata 80-85. Wszystko było jednym wielkim plagiatem. Wydaje mi się, że jeszcze gorsze były lata 70-te? Ja wtedy w ogóle nie słyszałem polskiej muzyki. Tylko kojarzę sobie lata 80-85 jako wstyd przed światem.
Wy też tak graliście? My uczyliśmy się grać. Nie graliśmy jak Exploited, ani jak Police, ani jak Sex Pistols. Graliśmy to, co nam do głowy wpadło. I dlatego to złe miało odbioru. Wtedy, gdy wybiegał zespół, który wzorował się na Exploited, GPH, Sex Pistols czy The Clash to znajdował odbiorców, tylko to było dobre. A teraz? Teraz też gramy po swojemu. Ci ludzie z Zachodu, którzy interesują się nami uważają nas za oryginalny zespół. Nigdy nie usiłowaliśmy nikogo kopiować. Wielu uznaje waszą ostatnią płytę za płytę roku. Jesteście z niej zadowoleni? Mamy wobec siebie i innych wysokie wymagania. Nie wiem czy będę z naszej trzeciej płyty zadowolony za dwa lata. Chciałbym zrobić coś dużo lepszego. W każdym razie płyta jest krokiem do przodu ale wciąż jeszcze nie osiągnęliśmy swojego celu. Pracujemy.
Trzeba dużo słuchać aby dobrze grać... Tak, ale zależy z jakim założeniem. Słucham bardzo różnej muzyki, po to aby uniknąć powtarzania cudzych pomysłów. To jest tak jak z pisaniem 'książek. Pisarze na ogół dużo czytali. Muzycy powinni dużo słuchać i dużo grać. Między pisaniem a komponowaniem jest wiele podobieństw. Ale nie sposób uwolnić się od wpływów. Oczywiście. Hendrix był niezwykle oryginalny, ale sam słyszałem nagrania z których wiele zapożyczył, na których się wzorował ale nadał temu nowy wyraz. I dlatego trwale zapisał się w historii r’n’r. Pomogła mu w tym jednak technika, dzięki której uzyskał nowe brzmienie. Są to jednak efekty brzmieniowe, które tak naprawdę tkwią w palcach. Zobacz ilu ludzi stać dziś na zakup sprzętu lepszego niż ten, którym dysponował Hendrix, a nikt nie jest w stanie zagrać tak jak on,... Był taki Steve Ray Vaughan......tak jak Keith Richards. On też gra tylko na elektrycznej gitarze. Wielu muzyków w Stanach stać na takie gitary i wzmacniacze, ale Richards jest unikatowy. Znam człowieka, który na pewien okres zniechęcił mnie do grania na gitarze. Na mojej gitarze i wzmacniaczu dwie rzeczy dwóch różnych gitarzystów: Keitha Richardsa i Johna Lee Hookera i za każdym razem, nie zmieniając ustawienia, gitara brzmiała zupełnie inaczej. Dla mnie było to dowodem, że wszystko leży w palcach. Hendrix po prostu wspaniale grał na gitarze a to, że potrafił pięknie kręcić gałkami, to tylko dodatek. On na czymkolwiek zagrałby, zagrałby tak samo. To charakterystyczne, że nie tylko ty powołujesz się na Hendrixa, Richardsa, i że są to Anglosasi. A na kogo się tutaj można powołać? Nalepa..? Słuchałem Nalepy i robił na mnie kolosalne wrażenie.
Potem, już przestałem, gdy usłyszałem amerykańskich bluesmanów. I to było dla mnie odkrywcze. Coby nie powiedzieć, Nalepa wprowadził swoisty klimat, choć nie do końca swój. Dużo jest zawiści w polskim środowisku. Jakoś nikt nie powołuje się na rodzime antecedencje. Uważasz, że to jest zawiść? Nie spotkałem się jeszcze w Polsce
z taką sytuacją jaką na wspólnym występie podczas Live Aid for Africa stworzyli George Throgood i Bo Diddley. Ten pierwszy wykrzyczał najpierw przed widownią, że to co robi zawdzięcza temu drugiemu. A potem zaczęli gitarowy dialog. To mogła być zwykła kokieteria. Chociaż w tym przypadku mogła to być prawda, bo Bo Diddley jest jednym z najlepszych znanych mi gitarzystów. W Polsce nie ma takich sytuacji bo: - nie widzę nikogo...dla mnie tutaj w Polsce nie istnieje żaden wzorzec. Nikogo nie ma, obok którego można by stanąć i powiedzieć to jest mój mistrz. Bo słyszę, co gra ten człowiek i na kim się wzorował, po chamsku wręcz; - żaden ze starszych naszych muzyków, który uważa się za gwiazdę nigdy nie wystąpi z młodszym muzykiem ze zwykłej pychy - tego nie można nazwać zawiścią. Oni uważają się za tak wielkich i ważnych, że to jest trochę żałosne.
Kiedy się ogląda koncert naprawdę wielkich rockmanów - takich encyklopedycznych nazwisk, to widać lekkość, autentyczną przyjemność grania, tym bardziej uderzającą gdy funkcjonując osobno, spotykają się niekiedy na wspólnym występie z czego czerpią nieukrywaną satysfakcję. Dlatego, że w ludziach grających w Polsce nie ma pokory. Oni nie są wielcy - oni uważają się za wielkich. Ciekawe jaka byłaby sytuacja między takim naszym "wielkim” a tamtejszymi rzeczywistymi gigantami rocka. Wyobraź sobie naszych’’wielkich”, którzy tam występują z tą swoją nadętą miną bufona. Ile jest pokory u tamtych muzyków. U nas jest albo gwiazdorstwo albo pozerstwo. Nie ma tej radości tworzenia ani emocjonalnego stosunku do grania. Może tym ludziom potrzebna jest bardziej otoczka tego grania niż sama muzyka? Tamci przyznają, że chodziło im o szmal, ale byli wariatami na punkcie grania rock’n’rolla. Oni chcieli coś sensownego zrobić aby zarobić pieniądze. A uzyskanie statusu gwiazdy przychodziło niekiedy ku ich zaskoczeniu. Taki Jeff Beck nie krępuje się stanąć z Buddy Guy’em i powiedzieć: - To jest mój mistrz! A Guy może objawiać zakłopotanie tym, że kolega go promuje. Tam wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że dla wszystkich jest miejsce na szczycie. Nie tak jak u nas, że jak jest ostry czubek i jak wejdzie na niego jeden, to inny musi spadać. Dziwne to wszystko jest u nas. Czy oprócz was jest jeszcze ktoś godny uwagi w Polsce? Problem polega na tym, że ja polskiej muzyki słucham od przypadku do przypadku. Z tych powodów, o których mówiłem. Mnie osobiście bardzo się podoba wiele piosenek Armii z „Legendy”. Robią na mnie wrażenie, na przykład "Podróż na wschód”.
Ciekaw jestem jaki to by miało odbiór na Zachodzie. Nie mam wyczucia, bo nigdy na Zachodzie nie byłem. Jak widzisz nasz polski rynek? Fajna zabawa. To są kumple. Wszyscy bawią się w granie. Mieszkamy w małym miasteczku. Specjalnie przyjaciół też w innych zespołach nie mamy, jedynie znajomych. Jak to wygląda od środka nie jestem w stanie powiedzieć. Zanim zacząłem grać, będąc na zewnątrz, wszystko wydawało mi się takie dziwne i fajne. Komuś z małego miasteczka trudno jest się wybić? Oczywiście łatwiej to zrobić w Warszawie: tam jest centrum, tam jest większość ludzi zajmujących się muzyką, promocją itd. My zaczęliśmy od wydania sobie kasety, która trafiła do ludzi. Sedno sprawy tkwi chyba jednak nie w tym, że nie mieszka się w Warszawie, lecz że nie ma się ciekawych pomysłów na muzykę, albo że nie ma kogoś, kto potrafiłby zapewnić jej skuteczną promocję. Czy można mówić, że w Polsce istnieje promocja polskich zespołów? To wszystko się zaczyna i wszyscy się uczą. Coraz więcej słychać o polskich zespołach ale to się dopiero rozwi ja. Przy tym jest sprawa piractwa. Tych, którzy spiknęli się, na przykład w Opolu, z firmą BRAVO objęto swoistą anatemą. Do piractwa mamy taki stosunek jak poszkodowany do złodzieja. Widziałem na wydanych przez firmę TAKT, różne inne i zostaliśmy przez niektóre „firmy fonograficzne” okradzeni z niezłych pieniędzy. Co do tych, o których mówisz... to są chyba ci, którzy nie wytrzymali w pewnym momencie finansowo. To są przykładowo T.LOVE, SOYKA... On może sobie na wszystko pozwolić. Choć to różnie wygląda.
Nas wyrzucono ze wszystkich klubów w Pabianicach, bo doszli do wniosku, że jak jesteśmy w telewizji i wydaliśmy płytę, to jesteśmy tacy bogaci, że stać nas już na to aby kupić sobie rezydencję i w niej grać. A my nie jesteśmy bogaci. Ale nie jest dobrze, że zespoły pomagają piratom. W tej chwili jest taka sprawa w Jarocinie, że niektórzy chcieliby wystąpić, ale nie wystąpią bo są bojkotowani za to, że się sprzedali piratom. Nie wiem... jeżeli wszyscy tak postanowili. Jest w tym jakaś racja, bo jeśli wszyscy mają się zjednoczyć przeciwko piractwu to może trzeba sięgnąć po radykalne metody. Są dwa środowiska: jedno jest środowiskiem muzyków, a drugie jest plotkarsko-opiniotwórcze. Muzycy niekoniecznie wiedzą wszystko o sobie. Albo to ktoś wymyślił albo... Sytuacja jest dziwaczna. Czy wystąpilibyście z T.Love mimo tego, że są objęci bojkotem za występ w Opolu? Nie wiem. Nie myśleliśmy o tym. To jest sprawa do zastanowienia. Uczymy się życia, tolerancji, usprawiedliwiania a nie surowego oceniania. Nie wiadomo co ich do tego zmusiło. Możliwe, że nie zagralibyśmy gdyby to miało okazać się nie fair w stosunku do innych. Dlaczego przyjeżdżacie do Jarocina? Bo przyjeżdżaliśmy tu od dawna i chyba Jarocin dla nas najwięcej zrobił. Poza tym jest tu fantastyczna atmosfera. Są tacy, którzy się boczą na organizatorów i dlatego tu nie występują. My wychodzimy z założenia, że organizatorzy nie robią tego dla siebie a dla ludzi. My chcemy grać dla tych ludzi. Wszystko co dzieje się poza muzyką jest dorabianiem do niej ideologii. To mi nie leży. Myślę kategoriami muzycznymi anie politycznymi.DoJarocina przyjeżdżamy dla muzyki i dla tych, którzy jej słuchają.
Jest to największy festiwal w Polsce. Jeśli ktoś określa go jako syf tomoże nim powodować zazdrość, albo nie udało mu się tu przyjechać. Ci, którzy nie mają odbiorców gotowi są wszystko negować. Gdy zdobędą publiczność - wszystko gra. Jarocin powinien więc zachować charakter kultowy? Powinien to być festiwal rockowy, kultowy i międzynarodowy. Powinien łagodzić obyczaje. Narazie to hasło’’Miłość, Przyjaźń, Muzyka” jest trochę na wyrost. Muzycy nie bardzo się kochają, fani też. Ja mam jednak nieco inne wrażenie, bardziej optymistyczne. Rozmawiał Hieronim’’Ronnie” Ścigacz wspomagany przez Beatę Frąckowiak.
Muzyka jak z Jarocina


