FESTIWAL MUZYKÓW ROCKOWYCHJAROCIN 92 | |||
Źródło: prawdopodobnie Gazeta Jarocińska / materiał festiwalowy, dział „Muzyczne Lato”, 1992. Autor podpisany: „ŻYRAFA z Inkubatora”. Na skanie widoczny podpis fotograficzny: Marek Szymański. OBRAZKI Z WIELKIEGO KOTŁAWielki Kocioł. W nim groch z kapustą. I inne składniki. Piorunujące. Porażające. Wybuchowe. Temperatura wrzenia. Od upału. Od emocji. Jarocin 92 — zdjęcie ze skanu prasowego; autor fotografii nieustalony. Jarocin 92 — publiczność; autor fotografii nieustalony.Obrazek pierwszy: UPAŁZapowiedziano temperaturę 38 stopni. Parzą chodniki, asfalt, bruk na rynku, piasek na polu namiotowym. Nigdzie ani śladu trawy. Żeby tak choć na chwilę wychylić głowę z Kotła i lec w ożywczym cieniu! Nic z tego... Wszystko nagrzane, zżółkłe, zmęczone. Ściernisko, na którym od lat leży pole namiotowe, zdeptały setki nóg w ciężkich butach. Kurz, upał i duchota wciska się do namiotów, śpiworów, oczu, ust i nosa. Kolejka do pryszniców stoi przez cały dzień. Momentami liczy 100 osób. Czekają wytrwale, w słońcu — gwardia czystości z ręcznikami na głowie. Chcą poczuć na sobie choć przez chwilę mokry przyjemny chłód... Jarocin 92 — publiczność na polu; autor fotografii nieustalony.Obrazek drugi: MUZYKAPierwszy element jarocińskiego hasła. Serce festiwalu, tętniące w różnych rytmach. Obecność na wszystkich koncertach i przesłuchaniach konkursowych jest niemożliwa. Granie na dużej scenie kończy się często nad ranem, a już od dziesiątej produkują się zespoły w małym amfiteatrze. Potem znów duża scena i tak w kółko. Organizatorzy wzięli pod uwagę różne upodobania muzyczne. Zaproszeni zostali weterani: Dżem, Kult, Janerka, Voo Voo, Daab. Pierwsza noc — to Noc Pióropuszy. To bal ludzi z kolorowymi czubami na głowach. Dla tych, którzy się punkami czują lub nazywają. Druga noc — to Noc w Hucie, dla tych, których serce i ucho cieszą ciężkie metalowe rytmy. W tym samym czasie istoty delikatniejsze mogą uczestniczyć w kameralnej, ciepłej Wiosce Folkowej. Na scenie — Nocna Zmiana Bluesa, Raz Dwa Trzy, Sierra Manta. Chodziły wieści, że przyjedzie zespół The Cure. Nie przyjechał. Obrazek trzeci: PRZYJAŹŃ I MIŁOŚĆDalsze elementy hasła. Wyciągnięcie ręki, chęć niesienia pomocy, uśmiech — są tu niezwykle ważne. Bez nich wielu ludzi nie miałoby czego szukać w Jarocinie. Tu bez skrępowania podchodzi się do człowieka i prosi o łyk wody, mleka, o kawałek chleba. Sępi się parę groszy. Zdrowo pomyślane: skoro ktoś ma więcej, a ktoś inny nic...? W ramach pomocy pożycza się też karnety. I dlatego właśnie na koncerty weszło dodatkowo siedem tysięcy ludzi. Najwięcej dla niesienia miłości uczynił stały jarociński bywalec, ksiądz Mariusz Słomiński i jego Grupa Ewangelizacyjna. Nieznużenie chodzili po rynku i namawiali ludzi na dyskusje. Koło kościoła kroili po kilkanaście bochenków chleba dziennie. Każdy znikał błyskawicznie. Także na polu namiotowym szykowali kanapki dla zgłodniałych fanów. Budzili sympatię nawet wśród tych, którzy do Kościoła nastawieni są niezbyt przychylnie. Ale Miłość, której mogli dotknąć wszyscy — to akcja Jurka Owsiaka — Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. To dzięki niej zwariowana energia rock’n’rolla obróciła się ku ratowaniu życia chorym dzieciom. Niezwykły koncert. W jego trakcie Jurek ogłosił, że potrzebnych jest trzydziestu chętnych, będą zbierać od ludzi koperty, do których każdy włoży pięć tysięcy złotych. Zakłębili się ochotnicy, wyciągnięte w górę ręce. Aż zawirowało w powietrzu! Jakiś punk wyciągnął z kieszeni pomięty banknot. „A bez koperty przyjmiecie? Dam, jasne że na dzieciaki dam!” Obrazek czwarty: KONCERT FINAŁOWYSobotnia noc. Okazało się, że główną nagrodę zdobyła Ga Ga, drugą — The Bill, a dziennikarze za najlepszych uznali Dum Dum. Oto na scenie The Bill. Pod sceną w chmurze pyłu rozradowani fani. Idole kończą ostatni kawałek, publiczność skanduje: Debil! Debil! Tymczasem na scenę wchodzi Dum Dum. Przy pierwszym utworze na scenę lecą kamienie, ze sceny zaś — wyzwiska. Obrażony zespół rezygnuje z grania, schodzi za kulisy. Pojawia się Jurek Owsiak, próbuje rozmawiać z publiką, która wciąż skanduje: Debil! Debil! Życzenie się spełnia. Wywołani grają jeszcze jeden utwór. Po nich wreszcie może wejść Dum Dum. To była groźna chwila, w której Wielki Kocioł zaczął niebezpiecznie kipieć. Jarocin 92 — koncert. Na oryginalnym skanie przy tej fotografii widnieje podpis: „Fot. Marek Szymański”. Jarocin 92 — zdjęcie ze skanu prasowego; autor fotografii nieustalony.Obrazek piąty: KONIECPodczas nocnego występu zespołu IRA na niebie pojawia się nagle oślepiająca wariacja porywająca na nogi śpiących. Niespodzianka — zwariowanka: szalejące, rozpryskujące się kolorami po niebie fajerwerki! RÓBTA CO CHCETA!To drugie jarocińskie hasło potraktowane zostało przez niektórych niestety zbyt dosłownie. Łatwo można było kupić (nielegalnie) alkohol. Niektórzy upijali się do nieprzytomności i spali gdzie popadło. Inni beztrosko i bezkarnie wędrowali ulicami, biwakowali pod drzewami. Nie brakowało, niestety, także wąchaczy. OBRAZEK PO...I nagle Jarocin znalazł się znów na swoim statecznym, spokojnym miejscu, sprowadzony z szalonego, kolorowego Kosmosu. W Kotle zakipi za rok! ŻYRAFA z Inkubatora | |||
Strona zrobiona przez W_MatNi+W_SiECi |