JAROCIN 93 | |
ROZMOWA O SIEDMIU ZBÓJACH? |
„Gazeta Festiwalowa”, nr 31 (149), 5–7 sierpnia 1993, s. 12. Z Jurkiem Owsiakiem rozmawia Beata Frąckowiak. Fot. SIP. |
– Wiem, że nie będzie Cię w tym roku w Jarocinie, a jeszcze rok temu mówiłeś, że festiwal to coś wspaniałego, gdzie można spędzić cudowne chwile. Zmieniłeś tak nagle zdanie, bo obraziłeś się na Kubę, na władze miasta, które nie przyznały firmie Ćwierć Mrówki organizacji tegorocznej imprezy? |
– Rok temu powiedziałem wyraźnie na konferencji prasowej, że będzie to chyba jeden z ostatnich moich festiwali. Złożyło się na to wiele powodów, o których teraz nie chcę mówić. Miałem parę takich swoich zastrzeżeń co do pewnej części publiczności. To nie jest żadne obrażanie. Broń Boże! Ja już w lutym wiedziałem, że mogę sobie ułożyć swoje zajęcia zupełnie inaczej. Nieco później zaplanowałem sobie swój wakacyjny wyjazd. To, co się potem nawarstwiło, rozmowy między Kubą a mną, to zupełnie inna sprawa. Na pewno nie obraziłem się ani na Kubę, ani na miasto, choć do miasta mam dosyć dużo zastrzeżeń. Przede wszystkim do formy, w jakiej odstąpili od wcześniejszych zapowiedzi, że to my będziemy organizować festiwal. Nic nie mam do burmistrza, ale co do całej reszty, to w ogóle nie chcę mówić... Straciłem szacunek dla rady miasta (z tego, co wiemy Jurek spotkał się z Zarządem Miejskim, a nie Radą Miejską – przyp. red.). Mieszkańcy, broń Boże. Zostali w moim sercu jako wspaniali ludzie. Możecie się tylko zastanowić nad swoimi radnymi (czyt. członkami Zarządu – przyp. red.). Czy są to ludzie z głowami, czy bez. Ja spotkałem się z nimi raz i byłem zażenowany stanowiskiem paru ludzi. Zwłaszcza jednego. Nie pamiętam już, kto to był. Ten człowiek mówił, że końca świata nie będzie, jeśli festiwal nie będzie się odbywał w Jarocinie. Przez cały czas miałem uczucie, że ci ludzie kompletnie nie rozumieją, na czym polega idea inwestowania. Dla nas było najbardziej śmieszne, i to jest żenujące, napisanie w telegramie, że wygrała firma Rok Corporation, która zaprezentowała lepszy program artystyczny, finansowy i organizacyjny. Ten program był programem naszym, który na zlecenie firmy Rok Corporation robiliśmy przez dwa lata. |
– Z tego, co mówisz wynika, że jednak macie bardzo duży żal do miasta, bo firma „Ćwierć Mrówki”, której jesteś współwłaścicielem bardzo liczyła na przychylny dla was werdykt? |
– Walter Chełstowski prowadził rozmowę z firmą Marlboro na własną rękę i nigdy ja go do tego nie upoważniłem, rozmawiał prywatnie, a nie jako firma Ćwierć Mrówki, podobnie rozmowy o festiwalu były ciągłym namawianiem mnie, żebym robił ten festiwal. Kiedy firma złożyła ofertę, wyraźnie mówiłem Walterowi: „Walter tak prawdę mówiąc, jeżeli to będzie robiła firma Ćwierć Mrówki, to będzie to robiła być może beze mnie. Nie wszystkie decyzje musimy podejmować jednocześnie. Nie wszystko musimy robić razem”. Przedstawiciele firmy Rok Corporation przyjechali do nas po tym, jak zapadła ostateczna decyzja. |
Rozmawialiśmy razem o festiwalu, oni są świadkami, że mówiłem Walterowi: „Proszę bardzo, jak chcesz robić ten festiwal, to go rób. Ja w ogóle nie chcę się w to mieszać”. Mówię to od strony swojej filozofii, nie od strony biznesu. Zeszłoroczny festiwal zakończył się ogromnym sukcesem. Dostaliśmy wszystkie nagrody. Miasto Jarocin dostało Bursztynowego Słowika. Więc czego jeszcze więcej chcieć od startu do następnej imprezy? |
– No właśnie, niczego. Dlatego nie bardzo mogę pojąć, dlaczego w ogóle chcieliście ten festiwal robić sami, skoro dobrze układała się Wam współpraca z firmą Rok Corporation? |
– Po dwóch latach festiwalu, a zwłaszcza po roku ubiegłym, my do firmy Rok Corporation nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń. Oprócz tej drobnej kwoty nie zapłaconej nam po dzień dzisiejszy, to wszystko od strony finansowej było załatwione bardzo O.K. I to jest strona finansowa, która nas tutaj bardzo wiązała. Jeżeli chodzi o stronę ludzką, mieliśmy pewne zastrzeżenia i doszliśmy do wniosku, że bardzo chętnie zrobimy ten festiwal sami od początku do końca. To jest tak samo, jak z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Jeżeli my organizujemy trasę, to bierzemy ją całą na swoje barki. Budżet jest paromiliardowy. Taką odpowiedzialność finansową chcieliśmy wziąć za Jarocin. |
– Jurek, czegoś tu nie rozumiem. Przez całą naszą rozmowę przewijają się pieniądze, a gdzie w tym wszystkim jest hasło „Miłość, Przyjaźń i Muzyka”, które nota bene zastrzegliście sobie? |
– Nie, nie! Pieniądze są bardzo ważne. To jest podstawowa rzecz. I tu bardzo dobrze potrafi działać Walter. On trzyma to wszystko od strony ekonomicznej. Ja określam swoje szaleństwo, a Walter pilnuje, czy możemy sobie na to pozwolić. Ja bym o tym nie mówił, gdyby wszystkie nasze sprawy finansowe z firmą Rok Corporation układały się bardzo dobrze. Oni zapłacili nam nasze honorarium po pół roku. Myśmy się nie szarpali, nie przykładaliśmy nikomu pistoletu do skroni. Czekaliśmy, kiedy nam zapłacą. Kuba stwierdził z oburzeniem na ostatniej konferencji prasowej, że QQRYQ zażądało 200 mln i dlatego ich nie przyjął. Być może w ten sposób zrozumiał, na czym polega festiwal. To nie jest tak, że wszyscy wchodzą na scenę i grają. Tym ludziom trzeba zapłacić, trzeba się z nimi targować. Także tutaj o finansach głównie mówią wykonawcy. To oni są główną atrakcją i mają prawo o tym mówić. |
Tak więc połączenie pieniędzy z hasłem „Miłość, Przyjaźń i Muzyka” to jest naiwność i rozmowa o siedmiu zbójach. A hasło zastrzegliśmy, bo zaczęto w Polsce wykorzystywać akcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w celach zarobkowych, w sposób oszukańczy. Czyli guma do żucia, która miała serduszko bez naszego zezwolenia, guma „Sie ma” itd. Tak samo Kuba wykorzystał naszą nazwę i w pierwszej informacji o festiwalu podał, że w trzeci dzień będzie grała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. To było pierwsze kłamstwo. Potem jeszcze mówił, że gówno było rok temu i dwa lata temu w Jarocinie i nadszedł czas dla profesjonalistów. Ja chciałbym wierzyć, że Kuba zrobi lepszy festiwal. Ja chcę zobaczyć, jak ktoś robi lepiej coś niż ja. Ale jeżeli Kuba krytykuje to, co myśmy robili, to niech zrobi coś od siebie, niech wyartykułuje swój plan działania. Naszym planem była „Miłość, Przyjaźń i Muzyka”. Jeżeli Kuba krytykuje stare pomysły, to ja bym chciał usłyszeć coś nowego. On tego nie zrobił, biorąc wszystko to, co leżało obok niego. Dlatego hasło „Miłość, Przyjaźń i Muzyka”, proszę to napisać wyraźnie, jest zastrzeżone dla wszystkich sku..., którzy będą chcieli go użyć w celach komercyjnych, po to by zbierać zysk do własnej kieszeni. Kuba, daj mu Boże, żeby dziesięć razy dziennie krzyczał ten okrzyk i 20–40 tysięcy ludzi za nim to powtarzało. |
– Oj Jurek, Ty masz naprawdę ogromny żal. Czy to wszystko, co teraz powiedziałeś znaczy, że nie chcesz mieć już nic wspólnego z festiwalem i nigdy więcej już tu nie przyjedziesz? |
– Jeszcze raz Ci mówię spokojnie. Ja nie mam żalu z powodu tego, że nie dowodzę tym festiwalem. Nawet myślałem, że może miałbym wielką frajdę pojechać na ten festiwal kiedyś jako widz i nie mieć tego załatwiania na głowie. Ja mam żal do paskudnej atmosfery, która zrobiła się między ludźmi. Walter jedzie na ten festiwal i wiem, że jeśli ktoś mu w przyszłym roku zaproponuje, to będzie robił ten festiwal. Ja już nigdy nie będę go robił od strony organizacyjnej. |
Przeżyłem straszny żal, gdy słuchałem w radiu tyle gówna wylewanego, tyle nieprawdy o tym, co myśmy zrobili w ciągu ostatnich dwóch lat. Festiwal jest w takich jakichś oparach zarzutów, kłamstw. To jest najgorsze, co mogło się zdarzyć. Do tego jeszcze całe Marlboro i plakat, gdzie Jarocin wypisany jest liternictwem Marlboro. Dla mnie to jest koniec. To jest najgorsze, co mogłem przejść, bo sam się w to wtrąciłem, a nie powinienem o tym mówić. To nie jest ważne. Prawda jest taka, że aby zrobić ten festiwal, nie potrzeba sponsorów i wielkich ludzi, ale tych, którzy pracują przy nim od dawna. Takich, jak np. pani Maria, która rozdziela hotele. Wspaniała osoba, na niej opiera się 30% całego festiwalu. To są ludzie, którzy robią ochronę. To wreszcie wasza gazeta, która w zeszłym roku zrobiła bardzo zawodową robotę. Sto razy lepszą niż wszystkie Gazety Wyborcze, które chciały w to wejść. Na tym polega ten festiwal, na doprowadzeniu 100 metrów kabla. |
Mam jednak nadzieję, że ludzie przyjadą na ten festiwal dla muzyki i pieprzą tych, którzy im w głowach przewracają. Prawdę mówiąc żal mi tego zapachu i pewnej atmosfery. I może bym chciał pojechać tam incognito, ale wiem, że gdybym to zrobił, to każdy by mnie za dupę chwytał i mówił: „co k... żal ci, że tam nie prowadzisz?” Nie! Nie żal. To jest ciężka robota, żeby wszystko chwycić do kupy. |
Jak Boga jedynego kocham mam żal, że tyle niepotrzebnego hałasu zrobili ci ludzie, którzy stworzyli ten festiwal. Widzów to w ogóle nie powinno interesować. Ci ludzie dostaną najlepszą sztukę, na najlepszym poziomie. Ja wiem, że do Jarocina jadą najlepsze zespoły. Gocłowski ma najlepsze światło, Fotis rewelacyjne nagłośnienie. Jeżeli będzie jeszcze jarocińska kiełbasa i pogoda, to nie ma się w ogóle o co martwić. Wiem również, że szefem ochrony jest nasz człowiek, sensowny, przytomny. Tak więc będzie doskonale, pysznie i cudownie. Dziękuję za rozmowę. |
– Ja również dziękuję i myślę, że jednak spotkamy się w Jarocinie, może już w przyszłym roku. |
| |