FESTIWAL MUZYKÓW ROCKOWYCHJAROCIN 93 | |||
ROZBIEGANE SPOJRZENIAAutor: Grzesiek Kszczotek. „Tylko Rock”, 10/1993, s. 44. Here Comes The War... śpiewał w Jarocinie Justin Sullivan, chyba nie bardzo zdając sobie sprawę z walki, jaka kilka godzin wcześniej rozegrała się nieopodal, w bliskim sąsiedztwie Małej Sceny. Ale nie mam już chęci wracać do tamtych wydarzeń... Dziwny to był festiwal. Dziwny choćby dlatego, że mimo dominacji zespołów grających muzykę bardzo ostrą, punkową czy metalową, ulubieńcami publiczności okazała się kielecka grupa ANKH, wykonująca — właściwie odsądzany od czci — rock progresywny. To, że w głosowaniu wziął udział niewielki procent słuchaczy, to już inna sprawa, ale... Ta grupa naprawdę się podobała. Zwłaszcza pierwsza, dość rozbudowana kompozycja, w której zagrany żywiołowo na skrzypcach fragment „Czterech pór roku” Vivaldiego natchnął tłum do pogowania... Grupa ANKH zagrała drugiego dnia, moim zdaniem ciekawszego niż pozostałe pod względem muzycznym. Świetnie wypadli przedstawiciele „młodej fali”, czyli Kr'shna Brothers, Illusion, Incrowd i Human, nie gorzej „klasycy”, a więc Acid Drinkers, Houk i Kult. Na mnie największe wrażenie zrobił Human, nie w pełni doceniony przez publiczność, może dlatego, że miał pecha grać zaraz po Acid Drinkers. Na długo zaś w pamięci pozostanie koncert New Model Army. Nie było żadnej niespodzianki. Kilka płyt, kilka klipów, wreszcie poprzednia wizyta w Polsce przygotowały do odbioru ich występu. Nieco groteskowe zachowanie Sullivana dziwnie pasuje do tej muzyki. Niby przebojowej, a jednak pozbawionej piętna komercji. I jeszcze ta jego chrypka. I lekko rozbiegane spojrzenie... Miało nie być skrzypiec. A były... w „Vagabonds”. Dla mnie jednej z najpiękniejszych chwil festiwalu. We are old, we are young, we are in this together — śpiewał Sullivan, śpiewałem ja, śpiewało kilka innych osób. Można było choć na moment zapomnieć o tych ludziach ze sztachetami, łańcuchami i kamieniami w dłoniach... | |||
Strona zrobiona przez W_MatNi+W_SiECi |