FESTIWAL MUZYKÓW ROCKOWYCHJAROCIN 94 | |||
Jarocin ’94, 4–6 sierpnia 1994 MilczenieWłaściwie nie wiem, od czego zacząć. I na czym się skoncentrować. Bo działo się na tegorocznym festiwalu w Jarocinie bardzo dużo. Sporo było dobrych koncertów. Było też parę wyjątkowo nieprzyjemnych zgrzytów. Całe szczęście nie związanych z samą muzyką... CzwartekNajpierw konferencja prasowa w Jarocińskim Ośrodku Kultury. Rozmawiano przede wszystkim o pieniądzach. Dowiedziałem się, że istnieją poważne różnice zdań pomiędzy organizatorami z Jarocina i z W-wy. Okazało się także, że z kształtu festiwalu nie jest zadowolona Rada Artystyczna. O samej muzyce powiedziano zaledwie kilka zdań... Zaraz potem zamieszki na ulicy św. Ducha. Regularna bitwa między grupą punków i policją. Zaczęło się od bijatyki w parku. Punkowcy próbowali wytłumaczyć sharpom, że idee ich subkultury są bardziej atrakcyjne. A może było na odwrót. Nieważne. W całą awanturę niezbyt fortunnie wmieszał się patrol policji. Wystarczyło... Wyglądało to wszystko groźnie. Przez moment myślałem nawet, że to koniec festiwalu. Butelki, kamienie, wyrwane płyty chodnikowe... No i te strzały. Strzelała policja, podobno strzelał również ktoś z tłumu. W sumie w jarocińskim szpitalu wylądowało prawie 60 rannych... A to jeszcze nie koniec. Wieczorem w parku pobity został Michał Grymuza, gitarzysta Armii i Wniebowziętych. W chwilę później punkowa publiczność obrzuciła butelkami występującą w amfiteatrze grupę Roan. O wydarzeniach wieczornych dowiedziałem się dopiero następnego dnia rano. Nie było mnie też na stadionie, gdzie występowały grupy metalowe. Poszedłem zobaczyć zorganizowany na scenie przy polu namiotowym koncert zespołów industrialnych. Świetnie wypadły na nim 2 grupy: Aggresiva 69 i Hedone... Za to sama scena okazała się niewypałem. Oddalona mocno od centrum miasta, źle nagłośniona... A szkoda. Zespoły na niej występujące zasługiwały na więcej... PiątekTo właściwie był dzień jednego zespołu. Ale od początku... Żeby zobaczyć na stadionie występy wykonawców konkursowych, musiałem wyjść wcześniej z konferencji prasowej. Opłacało się. Trafiłem na koncerty grup później wyróżnionych przez Radę Artystyczną: Messalina, Screwed Up, Natura, Puzzle, Dynamind... Po czym jak najszybciej przeniosłem się pod scenę na polu namiotowym. Na polu namiotowym miał dominować grunge. Ten termin stał się ostatnio wyjątkowo pojemny, dzięki czemu organizatorom do jednego worka udało się wrzucić zespoły tak różne, jak Opozycja i Squot... Program koncertu był na tyle interesujący, że zamierzałem zostać na nim do końca. Kr’shna Brothers, Illusion, Human... Stało się jednak inaczej. Obejrzałem bardzo dobry występ rzeszowskiej grupy Jesus Chrysler Suicide, potem równie dobry występ Squota i... tknięty jakimś przeczuciem wróciłem na stadion... Na stadionie kończył grać Closterkeller. Po nim Proletaryat. Wiele sobie po tym występie obiecywałem. I trochę się zawiodłem. Grupa zagrała tak, jak należy: ostro i agresywnie. Ale jakby nie na miarę swoich możliwości. Więcej życia wniósł Paweł Kukiz, który wspólnie z Olejem odśpiewał „No Woman No Cry”. Trochę jednak przesadził w showmańskich zapędach. W pewnym momencie wykonał efektowny skok z ponad 2-metrowej sceny. Gdy następnego dnia spotkałem go w JOK, miał nogę zagipsowaną do wysokości pasa... A potem na scenie zainstalował się Litza, Ślimak i przyjaciele, czyli Flapjack... I to był koncert wieczoru! Niesamowita energetyczna muzyka. Było w niej trochę Biohazard, było trochę Pantery. Świetnie sprawdził się wokalista grupy, Guzik. Efektownie wypadały jego duety z Tomkiem Lipnickim. Wokalnie udzielał się również Vimek ze Squota. Zresztą na scenie w ogóle dużo się działo. W prawym rogu w rytm muzyki cały czas podrygiwał Titus z kilkoma przyjaciółmi... Po Flapjacku wystąpili Acid Drinkers. Zarówno sam koncert, jak i przyjęcie znakomite. Mnie jednak uderzyło coś innego. Kondycja Litzy. Przecież nie tak dawno miał bardzo poważną operację, a tu już gra dwa koncerty pod rząd... SobotaJednego tego dnia w ogóle nie mogłem zrozumieć: gdzie się podziała publiczność... Co prawda od początku nie było jej zbyt wiele. W końcu sprzedano tylko 12 tys. karnetów. Ale to, co zdarzyło się ostatniego dnia... Stadion po prostu świecił pustkami. Afera... Jak przystało na finał, najpierw zagrali zdobywcy rozmaitych nagród. A było ich w tym roku wyjątkowo dużo. Mnie najbardziej podobał się zdobywca nagrody dziennikarzy, Sweet Noise, oraz Chopin’s Hand i Dynamind. Wszystkie 3 mocno zapatrzone w dokonania Biohazardu, Pantery i Rage Against The Machine. I jeszcze solidne, punkowe Screwed Up... A potem już tylko zaproszone gwiazdy... Ciekawie wypadli The Days. Zagrali wyłącznie nowy materiał. Po nich Farben Lehre. Świetne przyjęcie mieli Kr’shna Brothers. Widzowie nie chcieli wypuścić ich ze sceny. Podobnie jak i grającego po nich Illusion. Zespół bisował kilka razy. Później jeszcze Ahimsa, Kazik, Golden Life... Bardzo dobre i dobrze przyjęte. Właściwie jedynym dysonansem był występ Balkan Electrique, grupy wygwizdanej od początku do końca... PS. Na jednej z konferencji prasowych ktoś z dziennikarzy zapytał przedstawicieli władz miasta, czy po tegorocznych zajściach i aferach zdecydują się mimo wszystko zorganizować festiwal w przyszłym roku. Odpowiedzią było wymowne milczenie... | |||
Strona zrobiona przez W_MatNi+W_SiECi |