JAROCIN

Zeznania Jaco

SPECJALNIE DLA JAROCIN-FESTIWAL

***

 
Jacobson w Jarocinie 2000. fot. J-F.com

Pracowałeś przy organizacji pierwszych Festiwali w Jarocinie. Jak tam trafiłeś? Jak to się wszystko zaczęło?

Do Jarocina trafiłem niejako z automatu. Wcześniej pracowałem w Bałtyckiej Agencji Artystycznej BART w Sopocie, gdzie za przyzwoleniem dyrektorskiej pary sp. Andrzeja Cybulskiego i Hanny Wituckiej, razem z Wojtkiem Korzeniewskim (późniejszy prezydent Festiwalu Sopockiego) i Wiesiem Śliwińskim robiliśmy “Pop Session”. Andrzej Cybulski zanim został dyrektorem BART’u (w tym czasie najbardziej prężnego przedsiębiorstwa estradowego w Polsce) był szefem Klubu Studentów Wybrzeża (KSW) “Żak” w Gdańsku, w którym debiutowały pierwsze polskie kapele big beatowe, Czerwono-Czarni i Niebiesko-Czarni.

Wracając do Pop Session - była to kilkudniowa impreza, która nosiła oficjalną nazwę Międzynarodowe Konfrontacje Muzyczne “Pop Session”. Był to prawie rockowy festiwal, na który przyjeżdżały głównie kapele z Demoludów (Kraje Demokracji Ludowej) oraz dość przypadkowi wykonawcy z Zachodu. Polskie zespoły dobierane były wedle “towarzyskiego” klucza. Pop Session ze względu na swój pro młodzieżowy profil repertuarowy cieszyło się dużą frekwencją, więc z Wojtkiem Korzeniewskim w 1977 roku zaproponowaliśmy by wykorzystać tę popularność dla promocji młodych “gwiazd” polskiego rocka, które nie miały dostępu do szerszej publiczności i mediów. W ten sposób zrodził się pomysł Muzyki Młodej Generacji, której kontynuacją był Jarocin.
W tamtych czasach Polskie Nagrania - jedyna wytwórnia wydająca long-play’e - radio, telewizja i prasa opanowane były przez big-beatowych weteranów i tzw. artystów pop. Tymczasem

w wielu klubach całej Polski grały całkiem sprawne i dość już popularne kapele rockowe,

które nie miały żadnych szans na nagrania, występy przed szerszą publicznością etc. Nasz pomysł mocno poparli wtedy warszawscy dziennikarze w osobach Jacka Sylwina, który kręcił się przy Trójce i Jacka Olechowskiego związanego z Rozgłośnią Harcerską. Obaj akredytowani byli wtedy przy Pop Session jako korespondenci prasowi i brali udział w otwartych dyskusjach z dyrektorem Cybulskim. Późną jesienią 1977 roku zaczęliśmy montować - kolejny festiwal, nawiasem przy poważnych oporach Pagartu. Polska Agencja Artystyczna “Pagart” była w owym czasie monopolistą w zakresie sprowadzania i wysyłania artystów za granicę, więc “z klucza” była też współorganizatorem Pop Session. Rockowy profil imprezy jaką zaczęliśmy przygotowywać był o tyle oczywisty, że podczas Pop Session ’77 największym aplauzem publiczność przyjęła kapele rockowe - Skorpio (Węgry), Teska Industrija (Jugosławia), Collegium Musicum (Czechosłowacja) i SBB (Polska) - a popowe gwiazdy w osobach Urszuli Sipińskiej, czy sprowadzone przez Pagart Veroniki Fischer (NRD) i grupa 5000 Volts (Anglia) skwitowano grzecznościowymi oklaskami. Istotny wpływ na to miał też udany debiut Kombi, w które Bart zainwestował sporo pieniędzy, a które z konfrontacji z zagranicznymi i naszymi gwiazdami pop wyszło obronną ręką. Nie był to oszałamiający sukces, ale też nie odstawali od reszty. W sumie podobali się, choć jak pamiętam muzycy z Jugosławii na swojej konferencji prasowej zapytali naszych dziennikarzy - dlaczego w Polsce nikt nie gra prostego rocka? Zwrócili uwagę na to, że wszystkie nasze kapele “kombinują” na bazie rocka. SBB gra fusion, a Kombi usiłuje grać funky (tak wtedy było).

Nasz pomysł na festiwal był bardzo prosty - na Pop Session staramy się zaprosić możliwie znane grupy rockowe z Demoludów, a ich supportami niech będą najbardziej znane grupy naszego rockowego “undergroundu” - Kombi, Krzak, Exodus. Prosiliśmy też Pagart o jakąś rockową gwiazdę z Zachodu, ale oni mieli to w nosie i dali nam wtedy jazzowy United Jazz & Rock Ensemble z Jon Hisemaneem na bębnach, a w tydzień po festiwalu w Operze Leśnej wystąpili Slade - to był czad. No tak ale za bardzo wybiegłem do przodu.
Wiosną ‘78 na jednym ze spotkań organizacyjnych pojawił się Jacek Sylwin, który przywiózł z sobą Waltera Chełstowskiego. W kilka tygodni później obaj panowie przywieźli jeszcze Artura Turalskiego (grafika), Filipa Holszańskiego (dużo gadał, nic nie robił) i jeszcze kilka osób, których nazwiska znajdziecie w folderze Pop Session ‘78. Artur Turalski i Zofia Rudnicka nie dogadali się z Cybulskim w sprawie kasy i słuch o nich zaginął. Marek Dutkiewicz i Filip Holszański za to serdecznie nam kibicowali. W roli naukowego poplecznika pojawił się jeszcze wtedy sp. Jurek Wertenstein-Żuławski, który napisał doktorat dotyczący fenomenu jakim był rock’n’roll. Później to grono mniej lub bardziej aktywnych sojuszników i popleczników rosło nieomal w postępie geometrycznym. Z tego co pamiętam Walter Chełstowski był wtedy asystentem i ulubieńcem Mariusza Waltera, który kierował Studiem 2 w Telewizji Polskiej, a Studio 2 było jak na owe czasy bardzo nowoczesnym programem telewizyjnym. To oni - Jacek Sylwin i Walter Chełstowski zaproponowali by wobec niechęci Pagartu zrobić taki off-festiwal w Teatrze Letnim, z którego najlepsi trafialiby do Opery Leśnej - oczywiście jeżeli się sprawdzą. Koncerty w Teatrze Letnim okazały się dużym sukcesem i nie było już przeciwwskazań by patent powtórzyć w roku ‘79. Najlepsze kapele z MMG ‘78 - Exodus, Kombi i Krzak - trafiły do Opery Leśnej, a w Teatrze Letnim zorganizowane zostały II “kwalifikacje” Muzyki Młodej Generacji”. Wtedy to debiutowali: Kasa Chorych z Ryskiem Skibińskim, Res Publica z Grzegorzem Ciechowskim, Zjednoczone Siły Natury “Mech” i Kwadrat z Adasiem Otrębą.

Pamiętam , że w Operze Leśnej nie wystąpili Family of Pecussion (grupa międzynarodowa) i chyba Bob Lennox (z USA). Ciekawostka, dodająca smaczku całej historii, jest tu fakt, że Węgrzy i Niemcy z NRD (chyba Piramis i Wir), widząc z jakim aplauzem spotkał się pierwszego dnia festiwalu Exodus i jak są odbierane kapele w Teatrze Letnim, postanowili zjednoczyć siły. Połączyli po prostu swoje aparatury nagłaśniające - wtedy każda kapela woziła z sobą cały sprzęt - by zabić polską konkurencję mocą głośników. Gdy Krzak zaproponował, że też chce wejść do tej “spółdzielni”, odmówili. Sytuacja była kłopotliwa, bo w tych czasach moc aparatury odgrywała bardzo istotną rolę. Krzak miał po jednym mizernym, trójdrożnym słupku (po jakieś 500 Watt na stronę), a oni razem po cztery cztery słupki czyli ok. 2 kW na stronę. Nie pomogły prośby, perswazje i naciski organizatorów, nie pomogły też nasze “złośliwostki”. Przewaga cudzoziemców była druzgocąca, ale zmobilizowany sytuacją Krzak zagrał chyba najlepszych w swej historii koncert. Zagrali bardzo cicho za to z takim czadem, że żadna aparatura nie mogła tu nic wskórać. Publika oszalała - to Krzak, a nie zagraniczne gwiazdy, był tego dnia górą.

Pop Session 79 i II Młoda Generacja były niezaprzeczalnym sukcesem - zaczęto o nas pisać, zaczęły zgłaszać się kapele i coraz liczniejsi lokalni organizatorzy imprez.

Późną jesienią, albo nawet zimą ‘79, Krzysiek Wodniczak z Poznania - publicysta muzyczny i “etatowy” juror Wielkopolskich Rytmów Młodych w Jarocinie - zaproponował “przeniesienie” imprezy z Teatru Letniego do Jarocina.

Pomysł nie był głupi, bo w Teatrze Letnim zaczynało być ciasno, a i w Sopocie zaczęły wiać inne wiatry - po prostu Cybulski przestał być dyrektorem Bartu, a łagodna siła perswazji Hanki Wituckiej nie zawsze skutkowała. Rada w radę - Witucka, Sylwin, Chełstowski, Korzeniewski i ja wymyśliliśmy nową formułę MMG.

Generalne założenie było takie. W Jarocinie występują kapele zakwalifikowane na podstawie kaset. Najlepsze jeszcze w tym samym roku trafiają do sopockiego Teatru Letniego, a po roku najlepsze z najlepszych do Opery Leśnej. Ze względów organizacyjnych ustaliliśmy też, że Jacek Sylwin i Walter Chełstowski pilotują Jarocin i doskakują do Sopotu, z kolei my - Wojtek Korzeniewski, Wiesiek Śliwiński i ja - koncentrujemy się na Sopocie i wspieramy ich w przygotowaniach Jarocina. W następnym roku Jacek z Walterem całkowicie przejęli inicjatywę i zaczęli tworzyć w Jarocinie swój festiwal, zachowując jednak pozory ścisłej współpracy z Sopotem. Układ z Jarocinem jako przedsionkiem Sopotu przetrwał 2 lata przy czym o ile z pierwszego Jarocina kapele trafiały do Teatru Letniego, o tyle w roku następnym roku z Jarocina trafiało się bezpośrednio do Opery Leśnej, bo koncerty w Teatrze Letnim zlikwidowano.

W ‘81 odbyło się ostatnie Pop Session. Wtedy TSA debiutowało z Piekarczykiem. Opera Leśna (4,5 tysiąca ludzi) była pełna. Za betonowym płotem, w lesie, stało co najmniej drugie tyle ludzi. W pewnym momencie płoty runęły - takie jak te które czasem okalają bocznice kolejowe lub koszary - i tłum wlał się do amfiteatru. Publika nie była agresywna ale było groźnie. Udało nam się opanować sytuację - prowadziłem ten koncert z Walterem Chełstowskim - ale nowa dyrekcja przeraziła się śmiertelnie i incydent ten wykorzystała jako pretekst by zlikwidować festiwal.

[update Mon Mar 27 22:20:53 2000]

Nowemu dyrektorowi BART'u bardzo był na rękę ten incydent z płotem. On był wyjątkowym cykorem a wzbierająca fala rockowa groziła wychyleniem się z szeregu. Nie miał dyrektyw co z tym rock'n'rollem zrobić, więc chętnie wycofał się z imprezy, którą przejął w spadku po Andrzeju Cybulskim, a która mogła by na niego zwrócić uwagę politycznych decydentów. To było charakterystyczne myślenie wielu urzędników z tzw. rozdzielnika. Oni często bywali bardziej papiescy niż sam Komitet Centralny.
Nie wykluczone, że Pop Session udałoby się uratować, ale jakoś nikt nie miał do tego serca. W pierwszym roku działalności nowego dyrektora BART'u odeszło 70% pracowników, a była to najlepsza Estrada w kraju.
Pamiętajmy również o niechęci PAGART'u do kierunku jaki usiłowaliśmy realizować na tym festiwalu. Tam faceci byli jeszcze bardziej papiescy. Jest to o tyle zrozumiale, że PAGART działał jak centrala handlu zagranicznego, a to wiązało się z dużymi profitami finansowymi wynikającymi z różnicy między oficjalnym, a czarno-rynkowym kursem walut. Do tego dochodziły wyjazdy na Zachod itp. Dla ułatwienia dodam, że 3-dniowa dieta służbowa w dolarach przy wyjeździe za granicę równa była miesięcznej pensji w złotych. Do tego nie podlegała opodatkowaniu. Jeżeli dolary z diety zainwestowałeś w towar - np. ciuchy, czekoladę, sprzęt elektroniczny - przebitka była jeszcze lepsza.

[/update Mon Mar 27 22:20:53 2000]

Jak już mówiłem Andrzeja Cybulskiego odwołano w okresie przygotowań do Pop Session ‘80. Zaraz po nim z Bartu odszedł Wojtek Korzeniewski, który przystąpił do organizowania BRiO - Biuro Reklam i Ogłoszeń w Sopocie. BRiO było pierwszą w Polsce firmą usług reklamowych wyspecjalizowaną w usługach na rzecz estrady, fonografii, show businessu itp. Ja z Wieskiem Śliwińskim też odeszliśmy do BRiO, współpracując nadal przy organizacji Pop Session. Robienie kolejnych festiwali nie było proste, ponieważ na miejsce Cybulskiego przyszedł “wieśniak” z rozdzielnika, który bał się rock’a jak ognia i najchętniej robiłby festiwal piosenki radzieckiej. Poza tym miał kompleks Warszawy i w panów redaktorów z Warszawy (Sylwina, Chełstowskiego) patrzył jak w obraz.
Pierwszy Jarocin robiliśmy jeszcze w komplecie, tj. Jacek, Walter, Wojtek, Wiesiek i ja, przy czym z sopockiej frakcji tylko, ja zachowałem stanowisko “funkcyjne”. W następnym roku wypadłem jakoś z jarocińskiego kręgu, potem stopniowo wyrugowana została cała sopocka frakcja. Zostałem managerem Krzak’a, więc nadal tam jeździłem. Później, jeździłem tam też jako menago Martyny Jakubowicz i Dżemu. W 85 wspólnie z Ryskiem Tylem i Jackiem Porayskim robiliśmy nagłośnienie festiwalu, a w 87, wspólnie z Leszkiem Winderem, byłem jego dyrektorem. Po tej ostatniej przygodzie na kilka lat nie miałem ochoty jeździć do Jarocina, ale to już zupełnie inna historia. Później byłem tylko na jarocińskim Festiwalu Malboro i chyba następnym.

CIĄG DALSZY

 

Strona zrobiona przez W_MatNi+W_SiECi + DMP