JAROCIN

Zeznania Jaco

SPECJALNIE DLA JAROCIN-FESTIWAL

***

 

Wg artykułów z prasy, w 1983 nie wystąpiło w Jarocinie wielu zaproszonych wykonawców z tzw. “TOP-u”. Jak się mówi - Walter się na nich za to “obraził” i w roku kolejnym (i w zasadzie w następnych latach również) tacy wykonawcy jak Lady Pank, Lombard nie byli zapraszani do występów na FMR. Czy możesz przypomnieć jak to było? Głośno było o paleniu płyt i plakatów Republiki przez zawiedzionych fanów, którzy nie doczekali się na występ swych ulubieńców...

Z tego co pamiętam, już przy II Jarocinie był już kłopot z gwiazdami. Problem składał się z dwóch elementów. Pierwszym był fakt, że imprez pod szyldem MMG było coraz więcej. Odbywały się przez cały rok w różnych miastach i zaczęło wyglądać to jak osławione i skompromitowane składanki typu “doro” czy jakiś objazdowy cyrk. Te same kapele, ten sam program - tylko hale się zmieniały. Z konieczności kalepele występowały w skróconych programach - max. 30-45 minut - a one jeszcze wtedy chciały grać jak najwięcej. Drugim aspektem były pieniądze. Kapele z I Jarocina były już bardzo popularne, stały się gwiazdami i chciały coś z tego mieć. Wtedy przepisy były takie, że obojętne było czy jesteś popularny, czy zapełniałeś hale, bo pieniądze zawsze były takie same. Bardziej więc opłacało się granie wielu małych koncertów niż kilku dużych hal. Dla przykładu Krzak w 1980 roku dał przeszło 200 koncertów. Niezależnie od tego kapele przestały już wierzyć we wspólną sprawę, bo miały już dowody na to że są równi i równiejsi. Managerowie zaczęli kalkulować, sentymenty przestały grać taką rolę, a hasło Muzyka Młodej Generacji przestało być im potrzebne.
Poza tym, nie jestem tego do końca pewien, rozumowanie Waltera było chyba takie. Hasło i festiwal są już na tyle popularne, że mało istotnym jest to kto pod tym sztandarem występuje. Mamy też mocne zaplecze (Dżem, Kasa Chorych, Ogród Wyobraźni i popularny już , ale będący ciągle na dorobku Perfect). Istotne było również to, że gwiazdy miały już płyty, przeboje w radio, programy w telewizji a to źle wyglądało w kontekście deklarowanej niezależności i programowego buntu festiwalu w Jarocinie.
Moim zdaniem jarocińska ekipa z zasady przestała zapraszać najpopularniejszych , dając do zrozumienia, że gwiazdy domagają się za dużej kasy. Wiem na pewno, że brak nawet grzecznościowego zapytania kilku gwiazd o chęć udziału w festiwalu legł u podstaw ich odmowy w późniejszych latach. Pamiętajmy, że Walter twierdził, że zespoły te były zaproszone, ale nie wystąpiły z przyczyn finansowych.
Nie znam okoliczności, które spowodowały, że wymienione zespoły (Lombard i Lady Pank) nie wystąpiły w Jarocinie. Mogę natomiast domniemywać, że managerowie tych zespołów domagali się: np. dodatkowego czasu na próby, występu na własnym sprzęcie instrumentalnym czy bębnach, na co Walter programowo się nie zgadzał. Dyskusje z nim na ten temat były bardzo uciążliwe i niektórym moim kolegom mogło nie starczyć cierpliwości. Myślę, że kasa nie była tu elementem decydującym choć właśnie nią najłatwiej było wytłumaczyć czyjąś tam absencję. Takie rzeczy można bezboleśnie zasugerować publikatorom i publiczności, nie narażając się na zarzut kłamstwa.

W folderze Jarocin 80 wśród zespołów zakwalifikowanych do konkursu widnieje zespół KRYZYS. Czy doszło do występu zespołu na imprezie?

Kryzys na pewno w Jarocinie nie zagrał. Chyba mieli kłopoty z zebraniem się do kupy - praca, szkoła i te rzeczy. Nie przypominam sobie by były jakieś podteksty tej absencji. Pamiętam natomiast, że mimo ich nieobecności w jarocińskich przesłuchaniach. Jacek Olechowski, który był później ich managerem przekonał jakoś Jacka Sylwina, że mimo to powinni wystąpić w Teatrze Letnim. Pamiętam, że Brylewski grał na wiośle pomalowanym w flagę angielską, co budziło pewne zaciekawienie. Widziałem ich występ - nie umieli grać ale mieli jakąś naturalną energię. Czuło się w tym ich graniu prawdę. To w tym czasie było bardzo ważne, ponieważ coraz więcej konkursowych kapel tworzyło pod kątem sukcesu i na scenie czuło się “ból tworzenia”. Kryzys mnie bardzo się podobał, publiczności jakby mniej.

(Od Jarocin-Festiwal.com: Już po wywiadzie z Marcinem Jacobsonem udało nam się ustalić dlaczego Kryzys nie zagrał. Robert Brylewski powiedział w wywiadzie dla nas, że najprawdopodobniej matka basisty nie puściła go z domu.)

Muzycy Kryzysu chyba niezbyt pochlebnie wyrażali się o ruchu MMG... Chodziło chyba o pewną niechęć z jaką spotykali się wśród “rockowców”... Czy mógłbyś coś na ten temat powiedzieć?

Kryzys programowo był zbuntowany wobec wszystkich i wszystkiego. Obnosili się ze swoją pogardą dla otoczenia. Poza tym byli młodsi od reszty uczestników i nie umieli grać. To spowodowało kontrreakcje muzyków, którzy we własnym mniemaniu nosili buławę marszałkowską w futerale. Olewka i komentarze na zasadzie: co te gówniarze tutaj szukają. W Sopocie Kryzys zrobił to o co im chodziło. Pokazali się na szerszym forum, mogli więc zgodnie ze swym obnoszonym wszem i wobec buntem oświadczyć, że MMG to establishment, groszoroby, sprzedawczyki nieomal. Deklaracje te były o tyle wiarygodne, że kapele z pierwszego rzutu MMG zaczęły hulać po kraju, a ich nie bardzo zapraszano. Zresztą oni chyba nawet o to nie zabiegali, bo dobrze czuli się w underground’zie. W tych cuchnących piwnicach, małych klubach itd.

Przez kilka pierwszych edycji przyznawano nagrodę jednej grupie. Później z tego zrezygnowano na rzecz całych “dziesiątek”. Kolejności nie podawano. Dlaczego taka zmiana?

Ta zmiana nastąpiła już po mnie, więc mogę tylko gdybać. Pierwotnie miała głosować i głosowała tylko publiczność ale okazało się, że co bardziej przedsiębiorcze kapele rękami swoich fanów fałszują wyniki. Nagminne stało się fabrykowanie kuponów. Były kilkuosobowe ekipy, które wypisywały po kilkaset kuponów dla swojej kapeli. Ten problem pojawił się już przy pierwszym Jarocinie. Już wtedy rozważaliśmy możliwość nagradzania kapel niezależnie od głosowania publiczności. To było trudne, bo jak wiecie kapele były z bardzo różnych bajek więc najprawdopodobniej wymyślony został patent ze “złotymi dziesiątkami”. Swoją drogą takie “złote dziesiątki” funkcjonowały już w latach 60-tych podczas przeglądów muzyki nastolatków.

W folderze jest napisane, że kasety przesłuchiwała komisja (m in. Ciechowski, Hołdys, A. Nowak...). Chciałem ustalić, czy była wtedy jakaś rada artystyczna, czy Walter przejął kontrolę nad całością.

Nazwiska muzyków, których wymieniłeś zaczęły pojawiać się od III Jarocina w górę. Nie wiem czy uczestniczyli oni w przesłuchiwaniu kaset. “Za chwilę” będę mógł Wam opowiedzieć jak działała rada przy moim Jarocinie, ale do roku ‘87 mamy trochę czasu więc zajmę się bieżącymi pytaniami.

W swoich “odezwach” i niektórych wywiadach Walter Chełstowski mówił, że nie było chętnych do robienia festiwalu, więc on się tego podjął. Jak to się stało, że Chełstowski skupił w swych rękach wręcz “dyktatorską” władzę?

W pewnym sensie Walter ma rację - chętnych było coraz mniej. Rzecz w tym, że po sukcesie MMG przy Pop Session o ruchu tym zaczęło być głośno. Gdy byliśmy na dorobku sztab MMG funkcjonował jako monolit. Gdy osiągnęliśmy pewien sukces i wiadomo było, że toczący się kamień zaczyna nabierać rozpędu, coraz częściej z różnych wywiadów i publikacji dowiadywać zaczęliśmy się, że sukces jest zasługą Jacka Sylwina i Waltera Chełstowskiego. Było kilka rozmów na ten temat, z których jednak nic nie wyniknęło. Obaj twierdzili, że przeinaczono ich wypowiedzi, że na pewno o nas - Wojtek Korzeniewski, Wiesiek Śliwiński i ja - mówili. Poza tym zaczęły się problemy natury finansowej. Początkowo tak manewrowaliśmy obowiązującymi przepisami - sławetne Zarządzenie nr. 36 MKiS - że wszyscy dostawaliśmy za pracę mniej więcej równe pieniądze. Gdy zaczęły się “zlecone” imprezy MMG w innych miastach - Poznań, Kraków, Katowice - wyszło na jaw, że jedni zarabiają grosze a inni zdecydowanie więcej. Stopniowo zaczęły się też imprezy, o których Jacek z Walterem zapomnieli nas, ludzi z Sopotu, zawiadomić. Pojawiły się też pierwsze niesnaski wśród zespołów. Krzak jako pierwszy ogłosił, że występuje ze “spółdzielni” MMG - dla jasności dodam, że wtedy z nimi jeszcze nie pracowałem. Potem odciął się Porter Band i Maanam, które co prawda nie uczestniczyły w samym ruchu, ale ze względu na rosnącą popularność zostały doń włączone za obustronną zgodą. Po I Jarocinie moje związki ze sztabem stopniowo zaczęły się rozluźniać, a potem zostałem managerem grupy, która jako pierwsza ogłosiła rokosz. Naprawdę nie miałem z tym faktem nic wspólnego. Przy II Jarocinie Wojtek i Wiesiek sprowadzeni zostali w zasadzie do funkcji pomocniczych, a później jako BRiO zostali tylko podwykonawcami. W trakcie II Jarocina Sylwin pokłócił się z Walterem i zaraz potem wespół z Wojtkiem Korzeniewskim zaczął wypchnąć Kombi na estrady świata.

Skończyły się idee, zaczęła się walka o kasę, wpływy, zaszczyty.

CIĄG DALSZY

 

Strona zrobiona przez W_MatNi+W_SiECi + DMP